Pechowa para postanowiła rzucić pracę i popłynąć w rejs dookoła świata. Niestety po dwóch dnia ich łódź zatonęła.
Co jakiś czas pojawiają się artykuły o ludziach, którzy rzucili wszystko i wyruszyli w niekończącą się podróż życia. Te historie pobudzają wyobraźnię i dają nadzieję, że przecież my też możemy tak zrobić, jeśli tylko zechcemy. Rzadko jednak słychać o mniej optymistycznej stronie takich decyzji. A jak widać na poniższym przykładzie sprzedanie wszystkiego i ruszenie w świat może się skończyć nie dość, że bardzo kosztownie, to jeszcze bardzo szybko.
Rzuć pracę i jedź w świat, mówili. Będzie fajnie, mówili
Tanner Broadwell (26 lat) i Nikki Walsh (24 lata) rzucili dotychczasowe prace, sprzedali cały swój dobytek i kupili łódź. W planach mieli żeglowanie dookoła świata. Jednak, już po dwóch dniach po wypłynięciu, ich plany i marzenia zatonęły wraz z łodzią u wybrzeży Florydy. Co gorsze, para nie była ubezpieczona.
Marzenia zatonęły wraz z łodzią
Marzenia marzeniami, ale odrobina zdrowego rozsądku również może się przydać. Tanner i Nikki dopiero na własnej łodzi uczyli się żeglować, nie mieli żadnego doświadczenia, a ich jedynym atutem były dobre chęci. Kiedy łódź zahaczyła o coś na dnie i zaczęła nabierać wody, wezwali pomoc. Znajdowali się jednak na płyciźnie, do której nie mógł podpłynąć statek ratunkowy. Zmuszeni byli opuścić statek, zdążywszy zabrać ze sobą jedynie dokumenty, odrobinę gotówki i telefon. Reszta ich dobytku odpłynęła z prądem.
Utrata dobytku życia nie jest ostatnim etapem tej historii. Para musi również pokryć koszty uprzątnięcia wraku, które mogą wynieść do 10 000 dolarów, czyli tyle, ile zapłacili za samą łódź.