Samolot awaryjnie lądował przez nazwę sieci Wi-Fi stworzoną przez pasażera

Hand-holding-mobile-phone-with-Online-booking-word-shutterstock_370462790

Istnieją różne śmieszne nazwy sieci Wi-Fi. Na pewno na jakąś z nich się natknąłeś, np. Pretty fly for a WiFi. Jednak pewnych granic w nazewnictwie nie należy przekraczać zwłaszcza jeśli lecisz samolotem.

Samolot linii Turkish Airlines lecący wczoraj z Nairobi do Stambułu został zawrócony z trasy ze względu na nazwę sieci Wi-Fi, którą jeden z pasażerów utworzył w swoim telefonie. Nazwa brzmiała Bomb on board, czyli Bomba na pokładzie. Sieć została stworzona już po starcie maszyny. Właśnie z tego względu zdecydowano się na awaryjne lądowanie. Istniała obawa, że nazwa sieci jest anonimowym ostrzeżeniem, którego nie należy bagatelizować. 

Pilot podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu na lotnisku w Chartum w Sudanie. Tam przeszukano samolot i pasażerów, po czym wznowiono lot. Nie wiadomo, czy odpowiednim służbom udało się zidentyfikować pasażera-żartownisia. Wiadomo jednak, że lot odnotował znaczące opóźnienie, pasażerowie byli co najmniej zaniepokojeni, a koszty całego zamieszania poniosły Turkish Airlines. Linia lotnicza zapewne będzie dążyła do wykrycia sprawcy i ukarania go za kiepski dowcip.

Tak na przyszłość należy pamiętać, żeby nie dać się ponieść wenie i nie nazywać swojej sieci ISIS czy Al-Ka'ida. Służby lotnicze mają słabą tolerancję na tego rodzaju poczucie humoru.

​Fot. Shutterstock

polskazachwyca.pl

Alerty cenowe

Ustaw gdzie i kiedy chcesz lecieć, a my zajmiemy się resztą!