Wyszukiwarka biletów lotniczych
Zwiedził cały świat nie wsiadając ani razu na pokład samolotu. Pobił rekord Guinnessa
Graham Hughes jako pierwszy zwiedził 201 państw w 46 miesięcy, nie korzystając przy tym ani razu z samolotu. Uwierzycie?
Graham przeżył wiele przygód i może dużo opowiedzieć o swojej, skądinąd odważnej wyprawie. O jego wyczynie mówiono we wszystkich telewizjach na świecie. Podróż trwała blisko 4 lata. A jak to było? Jak w filmie! Pewnego dnia wyszedł z domu i wrócił dopiero po 4 latach. Wydawał 100 dolarów na tydzień! Jesteście ciekawi jakie Graham wypracował sobie czy może lepiej, poznał tajniki podróżowania? Proste. Przede wszystkim uśmiech. Gdziekolwiek jesteście, miejcie na sobie uśmiech i pozytywne nastawienie. To międzynarodowy język. Podróżując, jesteście otwarci na innych, na przygody. Dzięki temu spotykacie podobne osoby, które są gotowe pomóc Wam, często bezinteresownie. Jak mówi Graham, taka jest chyba ludzka natura.
Swój projekt nazwał The Odyssey Expedition. Podróżnik chciał pokazać, że świat wcale nie jest taki olbrzymi i niebezpieczny. Podczas wyprawy wydarzyło się dużo niespodzianek. Poznał mieszkańców Papui Nowej Gwinei, zaprzyjaźnił się z orangutanami na Borneo, a nawet trafił do więzienia w Kongo. I to było chyba najbardziej traumatyczne przeżycie. Wydostał się stamtąd dopiero po tygodniu, dzięki interwencji ambasady brytyjskiej w Kinszasie. Podczas podróży liczył się tylko czas, a nie pieniądze. Graham oszczędnie wydawał każdy grosz. A tak naprawdę przekonał się jak dobre serca mają ludzie na świecie. Dzięki takim właśnie, wiedział gdzie iść, miał gdzie spać czy czym i z kim dojechać do kolejnego miejsca.
Przygodę z prawem miał także w Rosji, a na Filipinach transseksualista Jenn, którego poznał w drodze do Zamboanga, ocalił go przed wpadnięciem w ręce muzułmańskich fundamentalistów. Opowiadając o podróży cały czas podkreśla, jak życzliwi i pomocni są ludzie, a zapytany o jakieś historie rodem z horroru mówi z uśmiechem, że najgorsze, co go spotkało to kanapka z tuńczykiem i majonezem w Australii.
Jego wyprawa trafiła do księgi Rekordów Guinessa. Nikt przed nim nie odwiedził w ciągu roku tylu krajów, korzystając tylko z pomocy transportu naziemnego. I choć po pobiciu rekordu mógł zmienić sposób podróżowania, trzymał się zasad aż do powrotu do domu. Kto z Was odważyłby się na takie przygody?
Fot. Pixabay