Morisset w Australii to ulubione miejsce turystów. Można tu spotkać kangury, a co za tym idzie zrobić sobie wymarzoną fotkę z podróży. Kto by nie chciał zdjęcia z wesołym kangurkiem. Niestety tak kolorowo nie jest, bo zwierzętom nie zawsze podoba się ta cała sława. Parę dni temu doszło do strasznej sytuacji – mianowicie serii ataków na turystów przez kangury.

Ludzie zostali pokopani, podrapani i poważnie zranieni przez głodne torbacze. Dotkliwe rany cały świat mógł zobaczyć na twitterze.

Wśród poszkodowanych była także turystka z Polski. Zdjęcie udało się jej zrobić, ale cena jaką zapłaciła, nie była tego warta.

Zazwyczaj zdjęcia z Morisset mają wyglądać tak:

Ale dokarmianie kangurów może skończyć się też tak (te zdjęcia dotyczą innych zaatakowanych turystów):

Anita Bielaszka, polska turystka, mówiła BBC:

Jeden z dużych kangurów zaatakował mnie, a ludzie się przestraszyli, zabrali dzieci i uciekli

Nie wolno karmić dzikich zwierząt

Ogólny zakaz karmienia kangurów zdaje się być niewidzialny. Wszelkie tabliczki z informacjami o zakazie to tylko nic nieznaczące, wbite w ziemię, znaki. Turyści nie zwracają na nie uwagi i nie czytają ze zrozumieniem, a skutki tego są opłakane.

Poseł Greg Piper tłumaczy, że przypadków poważnych ataków jest coraz więcej. Najgroźniejsze są samce, czyli duże kangury. Są w stanie nawet wypatroszyć człowieka, podkreśla poseł. Najlepiej ich nie karmić, a już z całą pewnością nie robić tego przetworzoną żywnością. Nawet marchewki nie są zdrowe dla torbaczy.

Trzeba pamiętać, że kangury to wciąż jednak dzikie zwierzęta, u których najzwyczajniej w świecie odzywa się zwierzęcy instynkt. Mogą poważnie zranić. Oczywiście nie zamierzają tego robić, ale taka jest natura walki o pożywienie.

Zwierzęta są przyzwyczajone, że widząc człowieka dostają zazwyczaj marchewkę. Kiedy tak się nie dzieje albo człowiek trzyma tę marchewkę już zbyt długo (bo czeka na idealne ujęcie do zdjęcia) stają się agresywne chcąc jak najszybciej dostać ulubioną przekąskę.

Poseł Greg Piper mówi, że potrzebne są działania, aby edukować turystów. Od kilku lat przez social media, sytuacja staje się coraz gorsza. Każdy chce robić sobie super selfie ze zwierzakiem i szybko opublikować je na którymś ze swoich kanałów. Niestety nie zastanawia się czy to, co robi jest słuszne.

Greg Piper mówi:

Oczywiście tu nie chodzi o to, by bać się od teraz kangurów. Zbliżanie się do nich jest zwykle bezpieczne, nawet pieszczoty. Ale to pod warunkiem, że zwierzak podchodzi pierwszy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Please enter your name here