Ceny paliwa lotniczego wystrzeliły w górę w tempie, jakiego branża nie widziała od kryzysu naftowego z lat siedemdziesiątych. Według danych IATA opublikowanych w marcu 2026 roku, średnia globalna cena kerozyny wzrosła o 82,8 procent w ciągu zaledwie jednego miesiąca, osiągając 175 dolarów za baryłkę. Dla pasażerów planujących letnie urlopy oznacza to jedno — bilety lotnicze będą droższe niż rok temu, a na niektórych trasach podwyżki są już faktem.
Cieśnina Hormuz sparaliżowana, ropa powyżej 100 dolarów
Bezpośrednią przyczyną skoku cen paliwa jest eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Po atakach Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran z 28 lutego 2026 roku, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej faktycznie zablokował ruch przez Cieśninę Hormuz — strategiczny przesmyk, przez który w normalnych warunkach przepływa około jedna piąta światowego zapotrzebowania na ropę. Według danych z połowy marca ruch tankowców przez cieśninę spadł o około 70 procent, a ponad 150 statków zakotwiczyło poza strefą ryzyka.
Cena baryłki ropy Brent przekroczyła 8 marca granicę 100 dolarów po raz pierwszy od czterech lat, dochodząc w szczycie do 126 dolarów. To przełożyło się na lawinowy wzrost kosztów paliwa lotniczego — kerozyna podrożała niemal dwukrotnie w ciągu dziesięciu dni, jak stwierdził prezes skandynawskich linii SAS Anko van der Werff.
SAS odwołuje tysiąc lotów, Air France dorzuca dopłatę paliwową
Linie lotnicze reagują na kryzys na różne sposoby. Skandynawski przewoźnik SAS ogłosił 18 marca odwołanie co najmniej tysiąca rejsów zaplanowanych na kwiecień — to jedna z najbardziej radykalnych decyzji w europejskiej branży lotniczej w ostatnich latach. Z kolei Air France-KLM wprowadził od 11 marca dodatkową opłatę paliwową w wysokości 50 euro w klasie ekonomicznej na połączeniach dalekodystansowych. Podobne kroki podjęły między innymi Cathay Pacific, Air India i Qantas.

Norweski przewoźnik Norwegian poszedł w drugą stronę — zwiększył częstotliwość połączeń, dodając 120 dodatkowych rejsów między 25 marca a 12 kwietnia, głównie z krajów nordyckich do popularnych hiszpańskich kurortów. Liczy na przejęcie pasażerów, którym SAS odwołał loty.
Co to oznacza dla polskich podróżników
Na polskim rynku sytuacja wygląda nieco lepiej niż w Skandynawii, ale podwyżek nie unikniemy. Ryanair — największy przewoźnik operujący z polskich lotnisk — ma zabezpieczone (zhedgowane) około 80 procent zapotrzebowania na paliwo na najbliższy rok po cenie około 67 dolarów za baryłkę. Pozostałe 20 procent kupuje jednak po cenach rynkowych, które przekraczają już 1 000 dolarów za tonę. Szef Ryanaira Michael O’Leary jeszcze przed eskalacją konfliktu zapowiadał, że ceny biletów w 2026 roku wzrosną o 7 procent rocznie — teraz te prognozy mogą okazać się zbyt optymistyczne.

Pewnym buforem dla polskich pasażerów pozostaje silna konkurencja między Ryanairem a Wizz Airem, które na wielu lotniskach w Polsce oferują te same lub bardzo podobne trasy. Ta rywalizacja może hamować tempo podwyżek na najpopularniejszych kierunkach wakacyjnych — przynajmniej do momentu, gdy koszty paliwa zaczną wymuszać redukcję siatek połączeń.
Kiedy rezerwować loty na lato
Analitycy rynku lotniczego wskazują, że ceny biletów mogą utrzymać się na podwyższonym poziomie przez wiele miesięcy, nawet jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się ustabilizuje. Paliwo lotnicze stanowi od 30 do 40 procent kosztów operacyjnych linii lotniczych, a nagły wzrost cen jest trudniejszy do zaabsorbowania niż stopniowa podwyżka — linie mają mniej czasu na dostosowanie taryf i strategii zakupowych.

Dla pasażerów planujących letnie wyjazdy oznacza to prostą kalkulację — im wcześniejsza rezerwacja, tym większa szansa na złapanie ceny sprzed pełnego przełożenia kosztów paliwa na bilety. Dotyczy to zwłaszcza popularnych kierunków wakacyjnych: Grecji, Turcji, Hiszpanii i Wysp Kanaryjskich, gdzie popyt tradycyjnie przewyższa podaż w szczycie sezonu.
Źródła: IATA (dane o cenach paliwa lotniczego), Euronews, Fortune, Rynek Lotniczy, Wprost

