Air Seychelles znów spogląda w stronę Europy. Przewoźnik uruchomił rejsy do Paryża, a 28 marca do siatki dołączy także Rzym. Dla pasażerów z Polski to wiadomość ciekawsza, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka, bo kilka lat temu linia miała już bardzo konkretne plany wejścia do Warszawy.
Powrót po latach
Nowa ofensywa Air Seychelles to pierwsza od dłuższego czasu wyraźna próba odbudowy połączeń międzykontynentalnych. Rejsy do Paryża wystartowały 20 marca i są wykonywane trzy razy w tygodniu. Kilka dni później, 28 marca, ruszy także połączenie do Rzymu, zaplanowane dwa razy w tygodniu.
To nie jest przypadkowy ruch. Jak opisuje Rynek Lotniczy, linia reaguje na zakłócenia w ruchu przesiadkowym przez huby Bliskiego Wschodu, które dotąd były ważnym kanałem podróży między Europą a Seszelami. W tej sytuacji bezpośrednie lub bardziej niezależne operacje do Europy zyskują dla przewoźnika strategiczne znaczenie.
Paryż bezpośrednio, Rzym z międzylądowaniem
Trasa do Paryża ma charakter bezpośredni i jest obsługiwana Boeingiem 787-9 w formule wet lease od Etihad Airways. Loty startują z lotniska Charles de Gaulle (CDG) i lądują na wyspie Mahé na lotnisku Victoria (SEZ) w środy, piątki i niedziele.
Z kolei loty do Rzymu będą realizowane z technicznym międzylądowaniem w Hurghadzie, a do ich obsługi przewidziano Airbusa z rodziny A320neo/A321neo, lepiej dopasowanego do skali popytu na tej trasie. Samoloty będą odlatywać z lotniska Rzym Fiumicino (FCO) – międzylądowanie na lotnisku Hurghada (HRG) – i lądować w Mahé / Seychelles International (SEZ). Częstotliwość to 2 loty tygodniowo: w środy i soboty.
W praktyce oznacza to, że Air Seychelles nie tylko wraca do Europy, ale też testuje różne modele operacyjne: od klasycznego rejsu dalekodystansowego po trasę opartą na węższym samolocie i technicznym stopie po drodze.
Dlaczego to ważne z perspektywy Polski
Dla polskich pasażerów najciekawsze jest jednak to, że podobny pomysł był już kiedyś rozważany dla Warszawy. Według wcześniejszych planów Air Seychelles chciały latać między Mahé a Lotniskiem Chopina dwa razy w tygodniu Airbusem A320neo, z technicznym międzylądowaniem w Kairze. Czas podróży miał wynosić około 10 godzin i 30 minut. Byłoby to pierwsze regularne połączenie tego typu między Polską a Seszelami.
Projekt ostatecznie nie wystartował. Powodami były wojna w Ukrainie i wysokie ceny paliwa, które mocno zmieniły realia operacyjne takich tras.
Warszawa nadal ma sens?
Dziś temat wygląda inaczej niż w 2022 roku. Rynek wypoczynkowy urósł, Polacy coraz lepiej znają Seszele, a sam przewoźnik pokazuje właśnie na przykładzie Rzymu, że nadal jest gotów rozwijać europejskie trasy z technicznym stopem i flotą z rodziny A320neo. To nie jest jeszcze zapowiedź lotów do Warszawy, ale trudno nie zauważyć, że obecny model dla Włoch jest bardzo bliski temu, co wcześniej planowano dla Polski. To wniosek wynikający z porównania obu koncepcji operacyjnych.
Z naszego punktu widzenia to szczególnie interesujące, bo Seszele nie są już kierunkiem niszowym. Jak wskazuje wcześniejsza publikacja Rynku Lotniczego, Polacy latają tam dziś głównie z przesiadkami, przede wszystkim przez Ethiopian Airlines oraz linie z Zatoki. Bezpośrednia lub prawie bezpośrednia opcja z Warszawy mogłaby więc znaleźć realny popyt.
Na razie Paryż i Rzym, ale warto patrzeć dalej
Na obecnym etapie nowe europejskie połączenia Air Seychelles mają charakter testowy i według Rynek Lotniczy początkowo mają być realizowane do końca kwietnia. Wiele zależeć będzie od wypełnienia samolotów i stabilności popytu.
Dla Polski najważniejsze jest jednak coś innego: Air Seychelles znów są obecne w Europie i ponownie sprawdzają, czy ten rynek jest gotowy na ich ofertę. Jeśli Paryż i Rzym się obronią, powrót do rozmowy o Warszawie przestanie być branżową ciekawostką, a zacznie wyglądać jak całkiem logiczny następny krok.
Źródło: Rynek Lotniczy

