Wyszukiwarka biletów lotniczych
Klasztor Gotweig - piękno ściennych malowideł
Klasztor Gotweig to kolejna w Austrii siedziba Benedytkynów. Będąc w okolicy Krems nie mozna tego obiektu ominąć. Austriacy nazywają to miejsce Monte Cassino nad Dunajem ze względu na kwitnące maki na przyklasztornych łąkach. Ja jednak tego nie stwierdziłem. Cieszyłem się jednak, że przestało w końcu padać, ruszyłem więc zwiedzać okazałości tego obiektu.
Wewnątrz recepcja i po prawej stronie wejście do restauracji, z której roztacza się wspaniały widok na całe Wachau. Po przejściu korytarzami obiektu wyszlismy z żoną na dziedziniec klasztoru. Oj tu ładnie. Zaraz wejdziemy do kościoła, jednak wcześniej rundka wkoło placu. Niestety za kościołem stał ogromny żuraw, który psuł klimat miejsca. Ok wchodzimy do kościoła i znów teatr zdobień i malowideł. W takich miejscach każdy Polak przekonuje się ile szkody wyrządziła II Woja Światowa. Niestety w Polsce nie ma nigdzie tak dużo niezniszczonych lub nieograbionych obiektów jak w Austrii lub w Czechach, gdzie też czasem zaglądamy. Trochę rozczuliliśmy się zwiedzając Gotweig, szczególnie jego wnętrza, do których za chwile zajrzymy. W kościele znów spędziliśmy około 15 minut skrupulatnie oglądając kunszt artystyczny. Czasem można natrafić na przebywającego w kościele duchownego. Jeśli zaczepimy go jakimś pytaniem to chętnie opowie historię klasztoru. Trzeba jednak biegle posługiwać się językiem niemieckim. W naszym przypadku mogliśmy tylko oglądać zaciekawienie na twarzach dwóch turystów wsłuchanych w opowieść obecnego w tym momencie duchownego i czekać, aż cała trójka odsłoni ołtarz, ponieważ wszyscy wygodnie stali w centralnym punkcie jego wejścia. Podczas spaceru po dziedzińcu oglądaliśmy zdjęcia wnętrz klasztoru.
Nie planowaliśmy zwiedzania wnętrz, jednak po obejrzeniu kilku eksponowanych fotografii zdecydowaliśmy się na wejście do części muzealnej. I to była znów dobra decyzja. To co tam zobaczyliśmy przeszło nasze oczekiwania. Na samym początku położył nas na łopatki przepiękny hol z ogromnymi schodami. Takich wnętrz jeszcze nie widzieliśmy.
![]()
Przepięknie zdobione ściany, poręcze, a malowidło sufitowe wbiło nas w ziemię. W samym holu spędziliśmy dobre 15 minut. Na dodatek z uwagi chyba na nieciekawą pogodę nie mieliśmy prawie w ogóle innych zwiedzających. W holu, a dokładnie w górnej jego części umieszczone jest sporych rozmiarów lustro w taki sposób, aby nie podnosząc głowy można było oglądać nieprawdopodobnie piękne malowidło na suficie. Oglądając wnętrza klasztoru ciężko jest opisywać te cuda. Trzeba byłoby non stop powtarzać słowa piękne i przepiękne, dlatego lepiej obejrzeć zdjęcia lub po prostu odwiedzić miejsce, które szczerze polecamy. Samo zwiedzanie zajmuje około 40 minut +/- 10 minut zależnie od tego jak kto długo kontempluje to co tu zobaczy. Jak wcześniej wspomniałem, w klasztorze znajduje się restauracja, która serwuje prawdziwe wariacje na tematy regionalne i oczywiście zakonne. Przy posiłkach towarzyszą gościom mini koncerty fortepianowe. Jednak warto wiedzieć, że w poniedziałki i wtorki nastają ciche dni modlitwy mnichów. Znaczy to, że restauracja jest zamknięta dla klientów. W klasztorze Benedyktyni oferują również miejsca noclegowe w klasztornych komnatach, gdzie można spędzić urlop w wyciszeniu, nie przywiązując wagi do wyznawanej religii. Ale to już nie dla nas, wyciszenia jeszcze nie potrzebujemy. Ech spacer po komnatach przyprawił nas o zawrót głowy. Polecam obiekt do zwiedzenia, szczególnie całe wnętrza, za które niestety trzeba zapłacić, ale warto.