Wyszukiwarka biletów lotniczych
Treść główna
Camperem przez świat
Nazywam się: Mam na imię Mariusz, na forum karawaning.pl – NICKT.
O mnie: Moje hobby od najmłodszych lat to motoryzacja – projektowanie samochodów, ciekawostki, dane techniczne. Kolejna pasja to fotografia: najpierw Smiena, Zenit, własna ciemnia, potem „cyfrówki”, filmy... Z upływem czasu zacząłem interesować się podróżami, tym bardziej, że lubię jeździć samochodem. Za kierownicą odpoczywam. Początkowo były to wyjazdy wakacyjne i podczas ferii zimowych – kwatera, ewentualnie nocleg w samochodzie. Marzeniem była podróż z przyczepą campingową, dlatego w swoim samochodzie założyłem hak. Jednak pierwsze doświadczenie z caravaningiem to podróż camperem.
Moja strona w sieci: CIRRUS-TRAVEL
Skąd Pana pomysł na caravaning? Czy nie wygodniej byłoby podróżować samolotem, tak jak większość turystów ma w zwyczaju?
Lubię jeździć samochodem. Lubię aktywny wypoczynek i wolność. Samolot, hotel i dwa tygodnie wylegiwania się na słońcu? - To nie dla mnie. Zorganizowana wycieczka z przewodnikiem i z góry ustalony program? - To nie dla mnie. Pierwsza wyprawa wypożyczonym camperem wynikała z prostego rachunku ekonomicznego. Celem była Norwegia. Licząc opłaty autostradowe, promowe, paliwo, noclegi i wyżywienie, przy czterech osobach w samochodzie, na dziesięciodniową wycieczkę trzeba przeznaczyć minimum 5000zł. Koszt wyprawy camperem jest o połowę mniejszy. Poza tym wolność: kiedy chcemy – jedziemy, kiedy chcemy – jemy, kiedy chcemy – śpimy. Dlaczego nie przyczepa? Po pierwsze, wtedy nie miałem jeszcze własnej przyczepy, a po drugie – camperem wjedziemy tam, gdzie byłoby trudno z przyczepą i poruszamy się szybciej. Wielu moich znajomych nie wie co to jest camper, jak wygląda w środku i jak jest wyposażony. Wielu pyta: „Jak ci się chce tak jeździć? Nie wygodniej samolotem?”. Może i wygodniej, i szybciej, ale... to nie jest to. Pierwsza przyczepa, którą kupiłem to Adria. Przejechaliśmy nią prawie 8000km po Europie, jednak łóżko piętrowe z tyłu nie było wystarczające dla czterech dorosłych osób. Po dwóch wyprawach wiedziałem, czego potrzebuję. Przyczepa trafiła w ręce mojego kolegi z Automobilklubu Kieleckiego, z Koła Caravaningowego JAGA, sam natomiast kupiłem większą – Knausa 440 Sport.

Poznaje Pan Polskę na nowo. Czy wciąż okrywa Pan niezwykłe miejsca w naszym kraju, do których jeszcze nikt nie dotarł? Czego Pan szuka?
Moje wyprawy po Polsce to poszukiwanie ciekawych miejsc, ale raczej blisko domu. Zwykle spędzam w takim miejscu dzień lub dwa. Patrzę na Polskę okiem fotografa – niekoniecznie szukam tego, co znane, ale odkrywam piękno w jakichś szczegółach, miejscach zapomnianych. Polska jest piękna, ale nie umiemy jej wypromować.
Co szczególnie zaskoczyło Pana podczas zwiedzania Europy? Co utkwiło w pamięci?
Ogromna życzliwość wobec turystów, wobec Polaków. W Chorwacji bywam od dziesięciu lat, praktycznie co roku. Mam tam przyjaciół, których często odwiedzam. Nawet jeśli wynajmuję kwaterę w innym miejscu, to zawsze gospodarze wdają się w miłą pogawędkę na różne tematy – często przy dobrym, domowym winie. To piękny kraj. Inwestują dużo w promocję i materiały dla turystów. Chyba w żadnym europejskim kraju nie spotkałem się z tak szerokim marketingiem. Ponadto, bardzo pozytywnie odbieram policję w Europie. Jeśli zwiedzam jakiś kraj i zabłądzę, zawsze mogę liczyć na pomoc policjanta. Staram się jeździć przepisowo, to może dlatego...
W pamięci utkwiła mi najniebezpieczniejsza i jednocześnie najpiękniejsza trasa, którą przemierzałem camperem – była to kręta Droga Trolli w Norwegii. Z przyczepą zaś, udało mi się wjechać prawie do samego La Salette we Francji. Camping znajduje się tam na wysokości 1500 m n. p. m..

Jakie zauważa Pan różnice między podróżowaniem camperem w Polsce, a eksplorowaniem w ten sposób innych części Europy?
W Polsce rzadko spotyka się na trasie samochód z przyczepą campingową, a jeszcze rzadziej campera z polską rejestracją. Dużo osób, jeśli już jedzie takim zestawem, to na zloty lub dłuższe postoje stacjonarne. Osobiście wolę tzw. „objazdówkę”, czyli wypoczynek w drodze. Często urządzamy w danym miejscu postój na dzień lub dwa, by zostawić przyczepę na campingu i samochodem zwiedzać okolicę. Potem dalej! Najbardziej przyjaznym krajem dla caravaningu jest Norwegia. Rygorystyczne ograniczenia prędkości sprawiają, że wszyscy poruszają się na drogach spokojnie i bez zbędnych emocji. Kultura jazdy jest bardzo wysoka, a caravaningowcy zawsze pozdrawiają się życzliwie przy wymijaniu. Dodatkowo, zdecydowanym atutem Norwegii jest rozbudowana baza noclegowa. W każdej większej miejscowości można znaleźć przynajmniej jeden camping, a na podwórkach często spotyka się campera lub przyczepę. Przy drogach, co kilkadziesiąt kilometrów, znajdują się parkingi z wc, ciepłą wodą, miejscem opróżniania toalety chemicznej. Na stacjach benzynowych można opróżnić zbiornik brudnej wody i uzupełnić czystą. Na norweskich campingach, niezależnie od liczby osób, płacimy tylko za miejsce dla campera i podłączenie do prądu. W większości campingów w Europie obowiązuje dodatkowo opłata za każdą osobę. Jak to jest w Polsce? Pozostawię bez komentarza...

W Polsce caravaning nie cieszy się taką popularnością, jak w Europie zachodniej. Dlaczego?
Nie stać nas na to... Niestety, zarówno wypożyczenie, jak i kupno przyczepy campingowej lub campera wiąże się z dużym wydatkiem. Ostatnio pojawia się coraz więcej przyczep sprowadzanych z Niemiec lub Holandii, które można kupić taniej. Przed zakupem warto jednak zasięgnąć rady eksperta. Wybór dobrego campera niejednokrotnie może się okazać trudniejszym zadaniem niż kupno samochodu. Poza tym, kiedy w podróż camperem wybiera się rodzina, nie jest to już tak opłacalne, jak wyjazd z grupą znajomych. Z mojego doświadczenia, przy czterech osobach, ośmiodniowa wyprawa do Czech to koszt ok. 560zł/os, a dziesięciodniowa do Francji 960zł/os. Jeśli jednak za ten wyjazd ma zapłacić rodzina, to już tak pięknie nie jest. Wyprawa camperem, przyczepą to wolność, niezależność, swoboda... Niewątpliwie trzeba mieć „bzika” na tym punkcie. Patrząc na zwiększającą się liczbę członków klubów caravaningowych, można przypuszczać, że ta gałąź turystyki w najbliższych latach będzie w Polsce coraz bardziej popularna. Chyba dużo w nas „dziecka”. Osoby na stanowiskach, mieszkające w pięknych domach, na urlopie bawią się jak harcerze. Ostatnio koledzy z forum spotkali się na campingu, kiedy wokół śnieg, a w nocy minusowe temperatury. Szaleni? Tak, ale potrzeba w Polsce takich pozytywnie zakręconych ludzi.

Czy podczas swoich wypraw wytycza Pan własną trasę, czy też może trzyma się szlaków opisanych w przewodnikach?
Kiedy planuję wyprawę to sięgam do relacji kolegów na forum karawaning.pl - tak powstaje obecnie program wyprawy do Rumunii (z przyczepą) i Norwegii (dwoma wypożyczonymi camperami), na którą wybierzemy się podczas nadchodzących wakacji. Czasami przeglądam też oferty biur podróży – zapoznaję się z programem, zaznaczam punkty na mapie i modyfikuję do swoich potrzeb (Grecja 2007, Francja 2010). Program „Czechy-zamki 2010” ułożyła znajoma, która jest maniaczką średniowiecznych zamków. Inne wyprawy to mój projekt. Trzymam się znanych punktów, ale podróż camperem, czy z przyczepą campingową daje te możliwości, by po drodze odwiedzić wiele dodatkowych miejsc. Plan planem, ale trasa pokazuje i odsłania miejsca piękne i nieznane. Stąd program jest często na bieżąco modyfikowany.
Który kraj, bądź region poleciłby Pan chcącym rozpocząć swoją przygodę z camperem?
Nie każdy potrafi prowadzić takie auto, czy zestaw z przyczepą. Na początek sugerowałbym więc coś nizinnego np. Czechy, Słowację, Francję, czy południe Europy. Jeśli natomiast ktoś ma odwagę to zdecydowanie polecam Skandynawię. To raj dla caravaningu.
Jakie są Pana plany na przyszłość?
Najbliższe plany to 17-dniowa wyprawa do Rumunii. Na razie są pewne trzy załogi z przyczepami, ale być może karawana powiększy się do pięciu. Planujemy też wyjazd dwoma pożyczonymi camperami do Norwegii. W 2009 roku moja trasa wiodła przez Litwę, Łotwę, Estonię, Krainę Wielkich Jezior, Nordkapp, następnie fiordami na zachód i promem do Gdyni. W tym roku chcemy zwiedzić zachodnią część Norwegii. Jeśli mowa o dalekosiężnych planach, moim marzeniem jest własny camping nad jakimś pięknym jeziorem w Polsce i... kupno campera. Niestety, nie znam liczb, by trafić szóstkę w lotto :) O co mogę prosić? O większą kulturę na naszych drogach i wyrozumiałość dla caravaningowców – auto z przyczepą nie pojedzie tak szybko jak samochód osobowy, więc proszę nie trąbić. Dziękuję.
