LOT ma już pokładowe Wi-Fi na wybranych Boeingach 787 Dreamliner, a świeży test na trasie Tokio-Warszawa pokazuje, że dla pasażera to nie tylko ciekawostka technologiczna. To usługa, która może realnie pomóc podczas długiego rejsu, ale pod jednym warunkiem: trzeba wiedzieć, kiedy można na nią liczyć i czego nie obiecuje.
Najważniejsza informacja jest prosta: internet nie jest jeszcze standardem w całej flocie LOT-u. Przewoźnik informuje, że Wi-Fi działa na wybranych samolotach Boeing 787 Dreamliner. Na pokładzie mają być specjalne oznaczenia, a dostępność usługi załoga potwierdza przed startem. To oznacza, że przy zakupie biletu na trasę dalekodystansową warto traktować Wi-Fi jako możliwe udogodnienie, a nie gwarantowany element każdego rejsu.
Dwa pakiety i płatność dopiero na pokładzie
LOT opisuje dwa warianty dostępu. Pakiet Chat kosztuje 7 USD i jest przeznaczony do komunikatorów tekstowych, takich jak WhatsApp, Messenger, iMessage, Signal czy Telegram. Nie obejmuje przesyłania zdjęć, wideo ani większych plików. Drugi pakiet, Streaming & Internet, kosztuje 29 USD i pozwala szerzej korzystać z sieci, w tym przeglądać strony, pracować online albo oglądać materiały wideo.
Usługi nie kupuje się z wyprzedzeniem. Według informacji LOT-u dostęp wykupuje się na pokładzie, płatność odbywa się w USD, a z jednego pakietu można korzystać na jednym urządzeniu w tym samym czasie. Pełny dostęp do internetu jest wliczony dla pasażerów LOT Business Class oraz uczestników Miles & More ze statusami Senator i HON Circle podróżujących rejsami rozkładowymi.
Samo połączenie wygląda podobnie jak w innych liniach: po wejściu na pokład trzeba zostawić telefon lub laptop w trybie samolotowym, włączyć Wi-Fi, wybrać sieć FlyLOT Wi-Fi i przejść przez ekran logowania. LOT podaje, że usługa jest dostępna od wejścia na pokład do opuszczenia samolotu, ale w praktyce pasażer powinien liczyć się z przerwami zależnymi od trasy.
Na dalekiej trasie to pomoc, nie pewnik
Praktyczny test opublikowany 26 lipca przez Rynek Lotniczy zwraca uwagę na rzecz kluczową przy locie przez wiele stref: jakość i ciągłość połączenia zależą od regulacji w poszczególnych państwach oraz zasięgu sieci satelitarnej. Dlatego przed lotem do Japonii, Korei, USA czy Indii nie warto planować krytycznej wideokonferencji w powietrzu. Za to sprawdzenie poczty, pogody, komunikatu od hotelu albo połączenia po przylocie może być już bardzo użyteczne.
Najrozsądniejszy plan dla pasażera jest więc mieszany: pobrać najważniejsze dokumenty i rozrywkę przed podróżą, a Wi-Fi potraktować jako dodatkową wygodę, gdy akurat samolot i trasa na to pozwolą. To szczególnie przydatne na najdłuższych rejsach, gdzie kilka godzin kontaktu ze światem potrafi zmienić komfort podróży.
Jeżeli lecisz z przesiadką po długim odcinku, zapisz wcześniej numer rezerwacji, adres hotelu i plan transferu. Gdy Wi-Fi zadziała, łatwiej będzie sprawdzić bramkę, opóźnienie kolejnego lotu albo godzinę pociągu. Gdy nie zadziała, najważniejsze informacje nadal będziesz mieć pod ręką.
Źródła: LOT.com, Rynek Lotniczy, Pasazer.com.

