Każda podróż uczy nas czegoś nowego. Nie tylko odkrywamy smaki i krajobrazy, ale także poznajemy rytuały, które dla mieszkańców stanowią codzienność. W jednym kraju pewien gest uchodzi za grzeczny, a w innym ten sam ruch może wywołać konsternację. Właśnie dlatego przed każdym wyjazdem warto zgłębić lokalne obyczaje – dzięki temu unikniemy wpadek i szybciej nawiążemy serdeczne relacje.
Japonia – etykieta zamiast napiwków

Kiedy byłem w Tokio, szybko zrozumiałem, że każdy gest ma znaczenie. Podczas spotkania wręczono mi wizytówkę – i to nie byle jak. Gospodarz podał ją obiema rękami, z lekkim ukłonem. Odpowiedziałem tym samym i zobaczyłem, jak bardzo docenił ten gest. Natomiast okazuje się, że w restauracjach pozostawienie napiwku odbierane jest jako faux pas. Obsługa traktuje swoją pracę z dumą i odebrałaby to jako obrazę.
Francja – „bonjour” kluczem do serc

Kiedy odwiedzasz Francję, musisz wiedzieć, że jest jedno słowo, które potrafi otworzyć każde drzwi. Zanim zapytasz o drogę czy poprosisz o kawę, zawsze najpierw powiedz bonjour (wym. bążur). Bez tego kelner potrafi udawać, że cię nie widzi.
Poza tym niech nie zdziwi cię witanie się z Francuzami. Nawet takimi, których widzi się pierwszy raz w życiu. Zawsze będą chcieli całować się z tobą w policzki. Pamiętam jak odwiedziłem znajomych na prowincji (prowincja to wszędzie tam gdzie nie ma Paryża ;), na powitanie dostałem kilka szybkich pocałunków w policzki. Trochę mnie to wtedy zaskoczyło, ale dzięki temu poczułem się częścią towarzystwa.
Czechy – toast z obowiązkowym spojrzeniem

W praskiej gospodzie piwo smakuje jak nigdzie indziej. Kiedy wznosiłem toast, szybko zauważyłem, że muszę spojrzeć każdemu w oczy i głośno powiedzieć „Na zdraví!”. Bez tego wyglądałbym na kogoś, kto nie szanuje towarzystwa. A kiedy chciałem nalać sobie piwa, gospodarz natychmiast wziął kufel i uzupełnił go sam – w Czechach samodzielne dolewanie uchodzi za nietakt.
Niemcy – punktualność ponad wszystko

Podróżując po Bawarii, nauczyłem się, że na spotkanie trzeba przyjść punktualnie. Nawet pięć minut spóźnienia wywołuje krzywe spojrzenia. Niemcy cenią bezpośredniość – kiedy zapytałem znajomego o opinię na temat restauracji, usłyszałem szczerą odpowiedź bez owijania w bawełnę. I właśnie to w nich lubię – prostota i jasność sprawiają, że komunikacja staje się łatwiejsza.
Portugalia – kolacja zaczyna się późno

W Lizbonie czy w Porto może Was zdziwić, że restauracje świecą pustkami o 19:00. Kiedy zapytałem o to znajomych, uświadomili mi, że prawdziwa kolacja zaczyna się dopiero po 21:00. Posiłki w Portugalii nie służą jedynie do zaspokojenia głodu – to długie biesiady pełne śmiechu i wina. Kiedy próbowałem przyspieszyć kelnera, dostrzegałem lekki grymas. Tu czas płynie wolniej i warto to docenić.
USA – small talk i szeroki uśmiech

W Nowym Jorku codziennie ktoś zagadywał mnie w windzie, w sklepie czy na ulicy. „How are you?” – usłyszałem setki razy. Szybko nauczyłem się odpowiadać równie lekko, bo to nie pytanie o życie, tylko sympatyczne powitanie. Amerykanie lubią rozmowy o sporcie, pogodzie i planach na weekend, ale unikają trudnych tematów, takich jak polityka czy zarobki.
Indie – próg bez butów i prawa ręka

W Delhi zaproszono mnie do domu. Od razu zauważyłem rząd butów przed wejściem i zrobiłem to samo – zdjąłem swoje. Dzięki temu zyskałem wdzięczny uśmiech gospodarzy. Podczas posiłku jadłem wyłącznie prawą ręką. Lewa ręka w Indiach uchodzi za nieczystą i jej użycie w towarzystwie mogłoby zniszczyć atmosferę.
Bliski Wschód – filiżanka kawy to gest przyjaźni

W Abu Zabi gospodarz podał mi małą filiżankę kawy. Wypiłem ją powoli, a kiedy chciałem skończyć, musiałem delikatnie potrząsnąć naczyniem – inaczej gospodarz nalewałby bez końca. Gdybym odmówił poczęstunku, uznałby to za brak szacunku.
Tutaj podobnie jak w Indiach trzeba pamiętać o prawej ręce – używa się jej do przyjmowania i podawania wszystkiego. Wzięło się to stąd, że lewej ręce tradycyjnie przypisuje się czynności higieniczne. W miejscach, gdzie przez wieki nie używano papieru toaletowego, lewa dłoń służyła do podmywania się. W konsekwencji uznano ją za „nieczystą”, a prawa ręka stała się tą „czystą”, przeznaczoną do jedzenia, podawania i witania się.
Wielka Brytania – kolejka to świętość

W Londynie nauczyłem się cierpliwości. Kolejki pojawiały się wszędzie – do autobusu, do muzeum, do toalety. Każdy stał spokojnie, a próba przepchnięcia się spotkałaby się z ostrymi spojrzeniami. Rozmowy z Brytyjczykami były pełne uprzejmości, ale unikali pytań o pieniądze czy politykę.
Chiny – prezenty pełne symboliki

W Pekinie chciałem kupić znajomym prezent. Okazuje się, że jest rzecz, której na pewno nie należy podarować komuś jako prezent. Jest nią zegar – w języku chińskim brzmi jak „uczestniczyć w pogrzebie”. Należy też unikać białych kwiatów czy białego papieru prezentowego – tutaj kojarzą się ze śmiercią i pogrzebem. W końcu kupiłem im herbatę. Gospodarze schowali podarunek bez otwierania, co początkowo mnie zdziwiło, ale potem dowiedziałem się, że tak właśnie okazują grzeczność.
Gruzja – toast z duszą

W Tbilisi zaproszono mnie na suprę – tradycyjną ucztę. Tamada, mistrz ceremonii, wznosił toasty pełne emocji i historii. Każdy kielich wina miał znaczenie. Nie wolno było pić bez toastu ani odmawiać udziału. To doświadczenie nauczyło mnie, że w Gruzji wino łączy ludzi i tworzy więzi głębsze niż zwykła rozmowa.
Finlandia – cisza to złoto

Podczas pobytu w Helsinkach zdziwiła mnie pewna rzecz – Finowie nie boją się ciszy. Rozmowa mogła przerwać się na kilka minut i nikt nie czuł się skrępowany. Sauny traktowali niemal jak świątynie – miejsce oczyszczenia ciała i ducha. Kiedy usiadłem w saunie obok nieznajomego i nie odezwałem się ani słowem, poczułem, że właśnie w ten sposób okazuję szacunek.
Islandia – bliskość z naturą i dystans do ludzi

Na Islandii zauważyłem, że mieszkańcy żyją w rytmie natury. W rozmowie nie przepadają za nadmierną kurtuazją. Cenią szczerość i prostotę. Kiedy Islandczyk mówi „spotkajmy się”, naprawdę to ma na myśli, a nie rzuca pustej formułki. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak, że na prowincji wszyscy mówią sobie po imieniu – nawet do lekarza czy profesora.
Podsumowanie
Każdy kraj uczy mnie czegoś innego. W Japonii poznałem znaczenie drobnych gestów, w Portugalii odkryłem radość długich kolacji, a w Gruzji poczułem magię toastów. Dzięki otwartości i szacunkowi mogłem uniknąć niezręcznych sytuacji i zdobyć sympatię gospodarzy. Świat pełen jest zwyczajów, które czynią podróż bogatszą – wystarczy odrobina ciekawości i pokory, by stać się prawdziwym obywatelem świata.
Przeczytaj też Jak zobaczyć Lizbonę w 3 dni: Kompletny przewodnik

