Wyszukiwarka biletów lotniczych
- Polska firma
- 20 lat na rynku
- 1 mln klientów
- Korzystne okazje
Malta za mniej niż 1000zł
Upolowanie tanich lotów to żaden wyczyn, więc takie wakacje są w zasięgu ręki dla każdego polskiego "Janusza" ( tu puszczam oko do mojego brata ;-) ) Zatem... do dzieła!
Ma być tanio!
Nasze główne założenie, to wykorzystać czas na wyspie jak najlepiej, nie przekraczając budżetu 1000zł/os. Nieoceniona jest jak zwykle wyszukiwarka tanie-loty.com.pl
Poniżej przykładowe ceny za lot w dwie strony, choć przy odrobinie wysiłku można zejść jeszcze o 50-60 zł niżej :)
Noclegi
Pierwszy i ostatni nocleg w ho(s)telu, pozostałe pod namiotem. Początkowo nasze plany uwzględniały lokalizację pól kempingowych ale… po przyjeździe okazało się, że jedno już nie istnieje, drugie zostało całkowicie opanowane przez harcerzy, a trzecie z jakiegoś powodu jest nieczynne.
Transport
O ile rok wcześniej niemalże nie schodziliśmy z rowerów, to na Malcie postanowiliśmy przesiąść się… w autobus. Dlaczego miłośnicy tour de Mallorca nagle porzucają rower i wolą kisić się w środkach komunikacji publicznej?
- Finanse przede wszystkim! Przecierałam oczy ze zdumienia, ale naprawdę bilet tygodniowy kosztował 6,50 euro. Sześć i pół eurasa, serio. Niestety nie jest już tak różowo, bo od czerwca zmieniły się stawki i za taki bilet zapłacicie teraz ok. 20 euro Ale nie ma co płakać, to i tak najtańszy sposób żeby zwiedzić wyspę – chyba że jedziecie ekipą 4-5 osobą (w tym wypadku warto rozważyć wypożyczenie auta).
- Autobusy jeżdżą prawie wszędzie. No dobra, trochę przesadzam, ale i tak nie zdążycie w ciągu tych kilku dni zobaczyć wszystkiego. Na początek polecam sprawdzić miejsca, które są dostępne gdy podróżujemy autobusem.
A jak już zakochacie się w wyspie, to wrócicie tu jak dostaniecie dłuższy urlop/skończycie studia i będziecie zarabiać kokosy/zamiast zamawiać pizzę będziecie jeść pierogi i odkładać pieniądze. My zdaliśmy się całkowicie na maltańską komunikację publiczną.

- Wcale nie będziecie się kisić! W autobusach jest klimatyzacja i panuje taki chłód że aż miło. Są specjalne miejsca na większe torby, więc można odłożyć bagaż i podziwiać zdolności niedoszłych kierowców F1.
Obserwując z autobusu styl jazdy Maltańczyków i szerokość ulic (ze 2 metry!) utwierdziłam się w przekonaniu, że wynajem samochodu to opcja nie dla mnie.
Plan podróży
Dzień 1
Przystanki autobusowe znajdują się bezpośrednio przed wyjściem z lotniska, więc nie sposób ich nie zauważyć. W automacie lub u stojącego obok automatu sprzedawcy możecie od razu zapoatrzyć się w bilet tygodniowy, który uprawnia do nieograniczonej ilości przejazdów na Malcie.
Jeśli wybraliście lot z Krakowa, to po przylocie (koło południa) macie jeszcze sporo czasu na rozpoznanie terenu. My wylądowaliśmy na Malcie po 16:00 (połączenie z Wrocławia) więc pojechaliśmy prosto do hotelu.
Zdecydowaliśmy się na Hostel Jones w miejscowości Sliema. Cena całkiem przyzwoita, 55zł/os. Jednak jeśli okultystyczne malunki na ścianach, wszelkiego rodzaju paciorki i mozaiki z koralików to nie Wasze klimaty, poszukajcie czegoś innego ;) Plusem jest świetna lokalizacja – schody wyjściowe z hotelu prowadzą na niewielki plac, na którym codziennie rano miejscowi sprzedawcy rozstawiają stragany z bakaliami i świeżymi owocami. Zaopatrzeni w przysmaki, wyruszacie na trzyminutowy spaceru i już jesteście na plaży. W zależności od tego, jaki kierunek sobie obierzecie, wylądujecie jak gdyby na zupełnie innym wybrzeżu:
Jeśli zdecydujecie się zostać w Sliemie trochę dłużej, zajrzyjcie tutaj.
Dzień 2
Z rana warto złapać autobus do Ghar Lapsi, odległej od Sliemy o ok. 20km - znajdziecie tam maleńkie, dosłownie wciśnięte pomiędzy skały zatoczki.
Przed południem panuje tu bardzo kameralna atmosfera - oprócz nas w wodzie były ze 3 osoby :) Tłoczniej robi się dopiero koło południa, a to za sprawą słynnej Blue Grotto i pięknego spektaklu, który odbywa się tam między 12:00 a 13:00. Położenie słońca o tej porze + kilka metrów wody pod Wami + idealnie biały piasek tworzą niesamowity widok. Do jaskinii można dostać się łódką - ta przyjemność to koszt 6-7 euro.
Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać gry świateł i widoku tych wszystkich odcieni błękitu, jednak jeśli zdecydujecie się na rejs do Blue Grotto, to uważajcie, za kim siadacie ;)
Po obiedzie i całym dniu plażowania pojechaliśmy do Mdiny na szybkie zakupy, a następnie do Dingli, aby zobaczyć słynne Dingli Cliffs. Okolica jest niezamieszkała, więc bez problemu można znaleźć tu miejsce na namiot - oczywiście po drugiej stronie drogi, a nie na klifach :)
Jeśli po usłyszeniu słowa "klify" nie dostajecie gęsiej skórki, to koniecznie zajrzyjcie tutaj.
Dzień 3
Śniadanie z widokiem na klify i można ruszać dalej. Autobusem wracamy do Mdiny, dawnej stolicy Malty.
Przekraczając bramę położonego na wzgórzu miasta, cofniecie się w czasie o kilkaset lat. Mdina, otoczona fosą i warownymi murami, zachowała swój dawny klimat. Obowiązują tu ograniczenia dla ruchu samochodów, w mieście mieszka raptem kilkaset ludzi i panuje tu niespotykana cisza. Wąskie uliczki tworzą labirynt, w którym łatwo zgubić drogę :)
Opuszczamy średniowieczną Mdinę i kierujemy się na północ. Bugibba całkowicie nas rozczarowuje - po godzinie na niezbyt ciekawej, przepełnionej turystami plaży robimy zakupy i wsiadamy w autobus, który ma nas zawieźć na Golden Bay. Tam zastajemy masę ludzi (są i nasi rodacy sączący z puszki zimne piwo) i zamulony brzeg. Plaża o szumnie brzmiącej nazwie okazała się dla nas kolejnym niewypałem. Amatorom mułu i wędkarzom znad Odry mogłoby się na Golden Bay spodobać :)
Zła i bliska łez (nie ma nic gorszego na wakacjach niż brzydka plaża! :D ) wybieram kolejny cel - Gnejna Bay. Do trzech razy sztuka!
Jeśli połączenie krystalicznie czystej wody i namiastki Grand Canyonu brzmi dla Was intrygująco, to nie powielajcie naszego błędu i kierujcie się od razu na Gnejna Bay.
Pozwólcie, że obejdzie się bez zdjęć - nie mogę przecież zdradzić wszystkiego! Google Grafika też tu niewiele pomogą. Spędźcie noc na plaży, bacznie obserwując lewy brzeg ;)
Praktyczne wskazówki:
- dobre miejsce na namiot jest przy parkingu (niewielkie poletko osłonięte drzewami i czymś w rodzaju baaardzo wyskiej trzciny)
- na plaży znajduje się toaleta - gorąca, bieżąca woda i takie tam (cenna informacja, gdy pole namiotowe kilka km dalej okazuje się być nieczynne)
- na przystanku autobusowym przy plaży rozkład chyba nie obowiązuje (lepiej pogadać wcześniej z kierowcą). Pierwszy powrotny autobus, na który czekaliśmy od rana, zjawił się z 2h opóźnieniem
- uwaga na znaki!
Dzień 4
Ten dzień zarezerwujcie sobie na rejs na Gozo - wyspę należącą do Archipelagu Wysp Maltańskich. O ile całą resztę moich propozycji możecie mieć głęboko w nosie, to Gozo to element obowiązkowy podczas pobytu na Malcie!
Promy na Gozo odpływają z miejscowości Cirkewwa, do której dojedziecie autobusem. Za rejs płaci się dopiero w drodze powrotnej, kupując w kasie bilet za 4,5 euro. Na Gozo musicie zaopatrzyć się w nowy bilet autobusowy, gdyż ten kupiony wcześniej obowiązuje tylko na Malcie. Bilet całodobowy na Gozo to wydatek rzędu 1-2 euro - tak było w 2014r.
Po dopłynięciu na Gozo większość turystów wsiada w autobus do Rabatu (inaczej Victoria) - największego miasteczka na wyspie i stamąd udaje się na słynne Azure Window. Polecam zrobić to samo, ale dopiero po południu... i zostać tam na noc. Ostatnie autobusy z Azure Window odjeżdzają ok. 20-21, godzinę później rybacy chowają swoje łódki i wracają autami do domów - zostajecie więc ze słynnym oknem sam na sam.
W ciągu dnia zrobienie ładnego zdjęcia ze skalnym oknem jest niemożliwe - obecność kilkudziesięciu mistrzów drugiego i trzegieo planu gwarantowana. Nacieszyć się widokiem możecie dopiero wczesnym rankiem. Polecam romantyczną kolację/śniadanie (u nas standardowo bagietka + camembert) na skałacha naprzeciwko Azure Window. Wspomnienie na lata :)
- Drodzy Panowie, oszczędźcie swoim towarzyszkom podróży zawału serca i nie właźcie na skalne okno. Wyślę Wam nasze zdjęcie, którym będziecie mogli chwalić się znajomym - w porównaniu z Azure Window jesteście nie więksi niż okruszek więc i tak nie widać, czy to rzeczywiście Wy. Wchodzenie na okno nie jest zbyt mądrym pomysłem, jeśli planujecie do Polski wrócić w całości ;)
- oprócz restauracji, kilku budek z jedzeniem i zimnymi napojami na Azure Window znajdziecie też prysznice i toalety, za które nie musicie płacić
- koniecznie zanurkujcie albo chociaż wpłyńcie z maską nad głęboką na 16 metrów Black Hole - wygooglane zdjęcia nie zdradzają, co możecie zobaczyć pod wodą. Dodam tylko, że mój krzyk pod wodą słyszały chyba wszystkie ryby ;)
- miejsca na namiot jest caaaaała masa - możecie wybrać takie z widokiem na Azure Window bądź na klify oraz Dwejra Bay (miejce blisko przystanku autobusowego, osłonięte od ulicy wysokimi skałkami). Widok dwoja obładowanych, kręcących się po okolicy młodych ludzi (ostatni atubous już dawno odjechał) zwrócił uwagę jednego z rybaków, który pozwolił nam rozbić namiot za swoim garażem. Wysoka skalna ścianaj i rozrzucone wszędzie ogromne odłamki tejże skały spowodwał, że z oferty nie skorzystaliśmy i wybraliśmy miejsce bliżej morza, z widokiem na Dwejra Bay:
Z żalem serca opuściliśmy Azure Window i pojechaliśmy na Ramla il-Ħamra (Plaża Czerwonego Piasku). Brzeg łagodnie schodzi do morza, plaża jest piaszczysta i idealna, jeśli wybieracie się na Gozo z dziećmi. Obiecany kolor piasku widać lepiej dopiero z pobliskiego wzgórza. Pomarańczowy brzeg (do czerwieni jeszcze mu daleko) to nie jedyna "kolorystyczna" ciekawostka w tej okolicy - odchodzący od morza kanał przypomina Kubusia o smaku kiwi :)
Zatrzymując się na Ramla Bay dłużej, warto sprawdzić poliskie jaskinie. Jak obiecują przewodniki, Calypso Cave to legendarna jaskinia, w której piękna nimfa miała przez 7 lat więzić wracającego do Itaki Odyseusza.
Jeśli szukacie skał, głębokiej wody i pysznego tuńczyka, pojedźcie w okolice Xlendi Bay. Podczas obiadu natknęliśmy się tam na polskich turystów ( typ "ą, ę, te krewetki to żadna rewelacja"), którzy wzięli na za profesjonalnych nurków. Namiot przypięty do plecaka rzeczywiście wygląda jak butla z gazem :D
Dzień 5
Po noclegu na Gozo wcześnie rano wracamy na Maltę. Przedostatni dzięń chcieliśmy spędzić na słodkim nic-nie-robieniu i plażingu na północnym wybrzeżu. Nocleg zarezerwowaliśmy w St Julians. Blue Sea St George's Park & La Vallette Resort to całkiem przyzwoity hotel. Na plus były cena ( 43zł / os ) oraz niewielki taras, który mieliśmy na wyłączność. W St Julians natknęliśmy się na kilka ciekawych widoczków (halo, gdzie jest Państwowa Inspekcja Pracy?!), które na żywo już tak "zabawnie" nie wyglądają. Dół miał jakieś 10m głębokości, a pracownicy (te małe kolorowe punkciki na zdjęciu) chodzili po obsuwających się kamiennych krawędziach beż żadnych zabezpieczeń.
Oprócz marketów, w których można zrobić zakupy i słynnego Paceville miasto raczej nie ma wiele do zeoferowania. Przez Paceville tylko przemknęliśmy szukając w nocy naszego hotelu. Jeśli jesteście spragnieni imprez, to zarezerwujcie sobie jeden wieczór na tę okolicę.
Dzień 6
Z samego rana złapaliśmy autobus do Valetty. Przedpołudnie poświęciliśmy na spacer uliczkami stolicy i takie „zwiedzanie” całkowicie nam wystarczyło. Warto odwiedzić miasto dla klimatycznych uliczek i kompleksu ogrodów Barakka (z tarasu widokowego roztacza się widok na zatoki: Wielki Port i Marsamxett).
Ciekawostką jest, że Valetta to najdalej wysunięta na południe europejska stolica. Na temat zwiedzania muzeów czy kościołów się nie wypowiadam, bo na takie zwyczajnie nie mieliśmy czasu.
Nadchodzi czas powrotu do Polski i ostatni rzut okiem na wyspę.
Posumowanie
- loty: 400zł/os
- noclegi: w naszym przypadku ok 130zł. Załóżmy jednak, że choć raz skorzystacie z Coach Surfingu lub pola namiotowego a cztery razy zdecydujecie się na ho(s)tel: 4 x 50zł = 200zł/os
- bilety: 140zł (droższe niż w ubiegłym roku autobusy + rejs do Blue Grotto + prom na Gozo)
- jedzenie: zostaje 260zł na, czyli ok 10 euro dziennie - jeśli nie chcecie przekroczyć budżetu to jak widać, szału nie ma. My obcięliśmy koszty noclegów (tańsze były też autobusy) i dzięki temu mogliśmy pozwolić sobie na obiady/kolacje w lokalnych restauracjach. Wiele z nich oferuje dwudaniowy posiłek z lampką wina lub deserem za ok 8-9 euro. Za 7 euro (jeśli tylko nie wejdziecie do pierwszej lepszej knapjy, a poszukacie chwilę dłużej) dostaniecie potrawę o dziwnie brzmiącej nazwie, która okazuje się być odpowiednikiem naszych pierogów, potrawkę z królika podawaną z makaronem spahetti lub rybę.
Kwestia jedzenia ma Malcie to temat na oddzielny artykuł - sprawdźcie więc co już w tej kwestii napisano choćby tutaj.
Przydatne linki
- ceny na Malcie oraz garść praktycznych wsazówek: 1,2, 3
- nie spotkaliśmy ani jednej, ale tu sprawdzicie gdzie obecnie jest najwięcej meduz
- aktualne informacje na temat transportu publicznego
Bierzcie i lećcie z tego wszyscy!
Na koniec standardowo, mapka naszych wojaży ( Gozo + Malta).
Odtworzenie naszej podróży i przygotowanie tekstu zajęło sporo czasu (zwlekałam z tym prawie rok!), ale satysfakcja jest ogromna.
Tym samym chcę spłacić swój dług ;) i podziękować wszystkim autorom blogów podróżniczych i autorom anonimowych komentarzy na forach - bez ich pomocy Majorka i Malta (a w międzyczasie jeszcze pomniejsze weekendowe wypady) nie byłyby tak fantastyczne. Dzięki!