Wyszukiwarka biletów lotniczych
- Polska firma
- 20 lat na rynku
- 1 mln klientów
- Korzystne okazje
Kajakiem przez Polskę
Nazywam się: Michał Kasina
O mnie: Moim hobby są rajdy samochodowe, którym poświęcam każdą wolną chwilę. Startuję w nich jako pilot, ale starając się rozwijać swoją pasję jestem też organizatorem. Lubię sporty ekstremalne dające mocnego „kopa” adrenaliny. Uwielbiam podróże, przekraczanie granic i długie wyprawy. Twierdzę, że nie trzeba wyjeżdżać w dalekie kraje i wydawać majątku, by przeżyć ciekawą przygodę. Staram się zobaczyć w życiu jak najwięcej i mieć z tego wszystkiego ogromną satysfakcję.
Blog: Kajakiem przez Polskę
W kilkanaście dni udało się Panu przepłynąć całą Polskę kajakiem, podążając od źródeł Wisły aż do Bałtyku. Skąd pomysł na taką podróż?
Pomysł pojawił się spontanicznie i całkiem nietypowo. Otóż pewnej nocy przyśniła mi się wyprawa kajakowa po malowniczej rzece Krutyni na Mazurach. Jedyny raz pływałem w tamtych okolicach na wycieczce szkolnej. Mój sen był na tyle realistyczny i tak bardzo zapadł mi w pamięć, że postanowiłem wsiąść do kajaka ponownie. Początkowo miała to być prosta wyprawa, spływ krótką rzeką na niedługim dystansie, ale w efekcie moja ambicja rzuciła mnie na głęboką wodę i powstał pomysł przepłynięcia całej Polski. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że sny się spełniają!Co było najtrudniejsze podczas tej wyprawy?

Było wiele trudności, z którymi przyszło mi się zmagać. Wcześniej nie miałem wiele wspólnego z kajakarstwem, więc już w fazie przygotowań starałem się zorganizować cały potrzebny sprzęt, znaleźć sponsorów, przygotować się logistycznie i fizycznie do całego przedsięwzięcia. Nim popłynąłem Wisłą, spędziłem około 4 miesiące przygotowując się do wyprawy pod każdym względem. Dalsze trudności na szczęście nie wynikały z mojego braku przygotowania, ale z warunków jakie panowały na rzece. Do pokonania było siedem śluz, których obsługa ma zakaz śluzowania kajaków, dlatego sprzęt był transportowany lądem. Czasami ktoś mi pomagał, często jednak musiałem poradzić sobie sam. W środkowym i dolnym fragmencie rzeki często pojawiały się fale tworzone przez silny wiatr. To właśnie te dwa czynniki stały się moją zmorą. Na zalewie Włocławskim trafiłem na fale w niczym nie ustępujące falom morskim. Pływania nie ułatwiały częste wiry i spiętrzenia, a także przeszkody, które znalazły się w korycie rzeki wskutek powodzi. To wszystko zdecydowanie podnosiło poziom adrenaliny.
Pana wyprawa to próba pokonania samego siebie, swoich słabości. Codzienne godziny wiosłowania, pokonywanie siły wiatru i wody. Czy miał Pan chwile zwątpienia?
Nigdy nie wątpiłem w cel swojej podróży, chociaż niejednokrotnie pojawiały się chwile słabości. Szczególnie wieczorami, gdy po kilku godzinach wiosłowania trafiałem na silny wiatr i fale. Często wtedy dopadało mnie deprymujące poczucie bezsilności. Każdego dnia chciałem pokonać wyznaczony przez siebie dystans, lecz Wisła czasami utrudniała mi to zadanie. Gdy pogoda płatała figle, humor momentalnie chował się kajaku i ani myślał wychodzić. Przedostatni dzień podróży dał mi się we znaki najbardziej. Wtedy jednak wiedziałem już, że dopłynę do celu tak jak to sobie zaplanowałem. Podczas całej wyprawy zmagałem się z własnymi słabościami, szczególnie psychicznymi. Będąc samemu na środku rzeki mierzącej ponad 1000 kilometrów i przemierzając całą Polskę jest się zdanym tylko na siebie. Jest się również towarzyszem dla samego siebie, a to czasami zaczyna przeszkadzać. Ile można wytrzymać słuchając ciągle myśli tego samego faceta?

Co udało się Panu odkryć podczas tej podróży? Co Pana zafascynowało?
Z całą pewnością mogę stwierdzić, że odkryłem Wisłę na nowo. Rzekę nie tyle brudną i zaniedbaną, co piękną i malowniczą. Sam do niedawna patrzyłem na nią bardziej stereotypowo. Nie sądziłem, że trafię w miejsca, które praktycznie nie przypominają wiślanych realiów. Ogromne łachy piachu w świetle słońca wyglądają jak nadmorskie plaże, dzikość terenów przypomina wyprawy po Amazonce, a niespotykana ilość zwierząt towarzyszyła mi na każdym kroku. Wśród nich trafiały się rzadkie czarne bociany, niezliczona ilość myszołowów, kormorany, sarny, bobry, a raz moją podróż uświetnił sam orzeł bielik. Wszechobecna cisza działała kojąco na nerwy, pozwalała się wyciszyć. Każdy fragment Wisły miał w sobie coś szczególnego, co powodowało niesamowite wrażenia. Raz mogli to być mili ludzie, a innym razem przepiękny krajobraz.

Podczas takiej wyprawy może zdarzyć się niemal wszystko. Które zdarzenie utkwiło najbardziej w Pana pamięci?
Pośród wielu ciekawych historii najbardziej pamiętam drugi dzień podróży. Przepłynąłem wtedy przez Kraków i pokonałem ostatnią na tym odcinku śluzę. Płynęło się bardzo przyjemnie, ale za plecami zaczęły pojawiać się gęste chmury. Dostałem informację o przewidywanych burzach
akurat w tej okolicy, w której miałem nocować. Długo szukałem miejsca na nocleg, ale ostatecznie błyskawice zmusiły mnie do rozbicia namiotu na otwartej przestrzeni, tuż obok wału przeciwpowodziowego. Dookoła nie było nic. Niedługo później zaczęły trzaskać pioruny z intensywnością karabinu maszynowego. Bardzo silny wiatr i ulewa naginały mój namiot do granic możliwości. Wydawało się, że wszystko pęknie, a ja zostanę na środku pola bez dachu nad głową. Do środka dostała się woda i przemoczyła całkowicie śpiwór, który suszyłem później przez kolejne dni wyprawy. Nie spałem praktycznie całą noc. Rano oceniłem sytuację. Szczęśliwie nic poważnego się nie stało, a doświadczenie to nauczyło mnie, że należy wcześniej planować miejsce na obóz.
Które miejsce spodobało się Panu najbardziej?
Wisła na całej swej długości jest bardzo malownicza, ale są takie miejsca, gdzie warto zatrzymać się na dłużej. Na pewno duże wrażenie wywarły na mnie ogromne łachy piachu i wyspy położone na samym środku Wisły. Tam spędzałem każdą przerwę, suszyłem rzeczy, jadłem posiłki i
czasami nocowałem. Niesamowite wrażenie robiły wtedy wschody i zachody słońca. Wszystkie kolory towarzyszące temu zjawisku odbijały się jednocześnie w gładkiej tafli wody. Te miejsca wspominam najmilej, bo oferowały one największy spokój. Po drodze było również wiele miast,
które mogły pochwalić się swoimi bulwarami i zabudowaniami. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że prym w tym rankingu wiedzie Toruń, a zaraz za nim Grudziądz, których starówka z perspektywy kajakarza wyglądała po prostu rewelacyjnie.

Jakie są Pana plany na przyszłość?
W czerwcu tego roku chcę ponownie pokonać Wisłę, ale tym razem w przeciwnym kierunku. Liczę, ze wyprawa zajmie około 30 dni, podczas których będę systematycznie pokonywał całą rzekę pod prąd. Planuję dopłynąć do Goczałkowic, gdzie startowałem z moim zeszłorocznym spływem.
Będzie to kolejna próba zmierzenia się z własnymi słabościami. Aktualnie jestem w fazie poszukiwania sponsora, ale mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie i na stronie http://podprad.splywam.pl będę mógł pochwalić się swoim osiągnięciem. Oprócz tego planuję kolejny sezon w rajdach samochodowych, a jak szczęście dopisze to może jeszcze jedną wyprawę.
