Wyszukiwarka biletów lotniczych
- Polska firma
- 20 lat na rynku
- 1 mln klientów
- Korzystne okazje
Świat widziany przez azjatycko-australijskie okulary
Nazywamy się: Agata i Łukasz Niedzielscy
O nas: Jesteśmy razem już od 9 lat, choć małżeństwem od niecałych dwóch. Oboje kochamy podróże. Do tej pory przecieraliśmy szlaki głównie w Polsce. Bieszczady przewędrowaliśmy wzdłuż i wszerz, a Kaszuby i Mazury podziwialiśmy z roweru. Dzięki temu, że mieszkamy, studiujemy i pracujemy w Norwegii mogliśmy sobie pozwolić na trochę dalsze podróże.
Agata w 2009 roku odwiedziła Zambię, a rok później, we wrześniu 2010 roku oboje wyruszyli w 3,5 miesięczną podróż po Azji i Australii.
Blog: Agata w drodze
Wasz blog to zapis niezwykłej wyprawy po Azji i Australii. Skąd pomysł na taką podróż?
Tu niestety będę musiała troszkę rozczarować, bo nie kryje się za tym żadna emocjonująca historia czy wyśnione od dzieciństwa marzenie. Marzeniem była podróż sama w sobie, a jej cel był dla mnie mniej istotny. Kilka czynników złożyło się na wybór południowo-wschodniej Azji: względne bezpieczeństwo (jeśli chodzi o podróżowanie), zachęty znajomych, którzy byli w tej części świata i opowiadali dużo dobrego oraz niedrogie bilety na przelot…
Australia była z kolei pomysłem Łukasza. Niedaleko Sydney mieszka jego rodzina, której nikt z polskich krewnych jeszcze nigdy nie odwiedził. Nie byłam jednak przekonana co do Australii. Spodziewałam się nudnego, skomercjalizowanego kraju, pełnego opalonych windsurferów, plaż pełnych turystów i fast foodów. Choć tych ostatnich było całe mnóstwo, to jednak Australia sprawiła nam olbrzymią niespodziankę. Takiej dziczy, niesamowitej natury i tajemniczej atmosfery, jakiej doświadczyliśmy, przemierzając kraj z południa na północ, nie spotkaliśmy podczas całej podróży. Ku naszemu zdziwieniu, Australia, którą zobaczyliśmy okazała się dużo bardziej dzika i dziewicza niż odwiedzone przez nas zakątki Azji.

Każdego dnia nowe miejsca, nowe przygody. Które wydarzenie najbardziej utkwiło w waszej pamięci?
Myślę, że wymieniłabym tu dwa momenty. Pierwszy to spotkanie z żółwiem wodnym w Australii. Podczas nurkowania na Wielkiej Rafie Koralowej zobaczyliśmy żółwia. Widziałam te zwierzęta wcześniej na filmach i zdjęciach, ale nigdy się nie spodziewałam, że są tak piękne. Długie chwile, gdy we dwójkę płynęliśmy za tym niesamowitym stworzeniem, tak blisko, że mogliśmy go dotknąć, były najbardziej magicznymi momentami z całej podróży. Uczucia i emocje były tak silne, że maskę zalewały mi łzy wzruszenia. Na pewno nigdy tego nie zapomnę.
Nie zapomnę również naszej wizyty w Kambodży, gdy trafiliśmy do niesamowicie biednej wioski. Przekonaliśmy się na własne oczy, jakie życie prowadzą ludzie, dla których garstka ryżu jest wielkim skarbem.
Które miejsce najbardziej Wam się spodobało? Gdzie chcielibyście zamieszkać?
Spodobało się nam wiele miejsc, ale jeśli chodzi o miejsce, w którym chcielibyśmy mieszkać, wygrywa Australia. Ładne, zadbane miasta, przemili ludzie, wspaniałe warunki zarobkowe, a do tego, co najważniejsze – olbrzymie tereny do eksploracji. Wystarczy wsiąść w samochód, wyjechać z dużego miasta i przy obraniu odpowiedniej drogi można przenieść się do niesamowitego, dzikiego świata, pełnego kangurów, kolorowych ptaków i atmosfery rodem z amerykańskich westernów. Jeden kraj, a dwa tak skrajnie różne oblicza, to było niesamowite.

Podróżowanie z plecakiem to także niezwykła możliwość poznania ciekawych ludzi. …
Rzeczywiście, na naszej drodze poznaliśmy sporo niezwykłych osób. Chyba najbardziej niesamowite spotkanie mieliśmy w północnym Laosie, gdy w maleńkim miasteczku, położonym między dżunglą a polami ryżowymi, spotkaliśmy kolegę z liceum. Świat jest jednak mały...
Była też i druga, mniej pociągająca strona. Na trasie spotkaliśmy wiele takich miejsc, gdzie czułam się zbyt „europejsko”. Hotele, bary, puby, wszystko było przygotowane na potrzeby białych turystów. Nie mam na myśli jedynie turystów z walizkami i w hawajskich koszulach, ale również „backpackersów”. Nie tego szukaliśmy w naszej podróży. Chcieliśmy odkryć prawdziwe życie lokalnych mieszkańców, ale często ciężko było zboczyć z trasy, by do niego dotrzeć…
Nowe kultury poznaje się również poprzez odkrywanie ich kuchni...
Tak, kuchnia to zdecydowanie ważny element wyjazdu do nowego kraju. Pierwsze dni w Tajlandii były jednak pod tym kątem trudne. Za sprawą gorąca i mojej nieufności do nieznanych, lokalnych potraw, przez kilka pierwszych dni byliśmy głodni. Większość ludzi szaleje za kuchnią tajską, nam natomiast zasmakowały potrawy z Laosu i Chin (prowincja Yunnan, bo każda część Chin ma inną kuchnię). Przy ponownym wjeździe do Tajlandii, tym razem na południe, bardziej przekonaliśmy się do lokalnych potraw, szczególnie tych przygotowywanych na ulicy, na naszych oczach.
Zaskoczyła nas natomiast Australia i ich zamiłowanie do fastfoodów. W prawie każdym, nawet maleńkim, prowincjonalnym miasteczku znajduje się McDonalds, a nierzadko kilka innych barów karencyjnych sieci. Jedyny plus „Maca” to darmowa sieć wi-fi, o którą w innym wypadku niezwykle trudno w Australii.

Który kraj polecilibyście początkującym podróżnikom?
Nie jesteśmy wcale doświadczonymi podróżnikami, ale oczywiście chętnie podzielimy się naszym zdaniem. Jeśli chodzi o Azję to polecilibyśmy Laos i Kambodżę. W obu tych krajach można znaleźć jeszcze dzikie, „nieskażone” współczesną cywilizacją miejsca. Ludzie są niezwykle przyjaźni, a uśmiechnięte, bosonogie dzieci pozdrawiają na każdym kroku – wcale nie po to, by dostać dolara, o czym wielokrotnie słyszeliśmy i czego się obawialiśmy. Cudowni ludzie, którzy mimo ogromnej biedy są pełni radości życia, zieleń pól ryżowych, kąpiące się w błocie bawoły wodne – te obrazy stają mi przed oczami gdy pomyślę o Kambodży i Laosie. Kambodżański kompleks świątyń Angkor Wat również robi powalające wrażenie…
Zdecydowanie polecamy również Australię – jeśli tylko zejść z utartego szlaku, można doświadczyć zupełnie niesamowitych rzeczy.
Angażujecie się również w pomoc lokalnej społeczności. …
Ta pomoc była tak naprawdę kroplą w morzu potrzeb, ale to właśnie ona nadała tej podróży zupełnie inny, niezwykły charakter. Każdy człowiek jest inny i inaczej postrzega świat. Od czasu podróży do Zambii w 2009 roku, gdzie pomagałam jako wolontariuszka i przeżyłam jednocześnie najpiękniejszy miesiąc mojego życia, zrozumiałam, że podróżowanie samo w sobie jest piękne, ale staje się jeszcze piękniejsze gdy po drodze można zrobić coś dobrego. Całego świata się nie zbawi, ale nigdy nie zapomnę kilkuset osobowej kolejki biednych, półnagich kambodżańskich dzieci, które czekały cierpliwie by dostać woreczek ryżu. Te chwile były tak niezwykłe i pełne magii, że dzień później kontynuowaliśmy obdarowywanie lokalnych dzieci już nie ryżem, ale zeszytami, ołówkami i mydłem. To niewielka pomoc, a jednak sprawiliśmy tym ludziom wiele radości...
Przed oczami stają mi też obrazy uśmiechniętych chińskich sierot z domu dziecka. Wraz z Maćkiem z fundacji Choicetochoose, który z rodziną mieszka od 8 lat w Chinach, i całym sztabem wspaniałych wolontariuszy przygotowywaliśmy Święto Radości Dzieci – kilka dni, w których te maluchy mogły zapomnieć o swoich troskach, samotności i tęsknocie za rodzicami i przenieść się do innej krainy – pełnej gier, zabaw, pysznych hamburgerów i czekających na nich, gotowych poświęcić swój czas, dziesiątek wolontariuszy. Radosny uśmiech na twarzy tych dzieci był najlepszą nagrodą! Było to dla mnie dużo ważniejsze i bardziej wartościowe, niż większość oglądanych po drodze zabytków …

Jakie są wasze plany na przyszłość?
Nasze plany na przyszłość ciągle ulegają zmianie, ale jedno nie podlega wątpliwości: w miarę podróżowania wzrasta na nie apetyt. Na pewno zrobimy wszystko, by w przyszłości podróżować – niekoniecznie na drugi koniec świata, podróże po Polsce czy Europie mogą być przecież niemniej fascynujące. Czasem człowiek pędzi na drugi koniec świata w poszukiwaniu egzotyki, a okazuje się, że tam jej wcale nie ma.
Na pewno myślimy o założeniu rodziny, a od kiedy w Kambodży spotkaliśmy polskie małżeństwo podróżujące z plecakami i swym 15-miesięcznym synkiem, mamy doskonały dowód na to, że powiększanie rodziny wcale nie musi być przeszkodą w podróżach.
Jeśli chodzi o te najbliższe plany to myślę, że w wakacje ponownie wyruszę do Afryki – sama bądź z Łukaszem,tego jeszcze do końca nie wiemy. Serce rwie mi się na Czarny Ląd, tym bardziej, że jego kawałek zostawiłam tam dwa lata temu …