Wyszukiwarka biletów lotniczych
Szwecja samochodem
Jestem kobietą która lubi poznawać. Kiedy dostałam propozycję aby wybrać się do Szwecji, która dotychczas nigdy nie była na mojej liście podróżniczej, zastanawiałam się tylko chwilę. Zaskakujący jak dla mnie kierunek, kraj o którym zupełnie nic nie wiedziałam, wyzwanie. Zapadła decyzja na tak... I w ten sposób latem 2013 roku postanowiłam wybrać się na wyprawę do Szwecji samochodem. Decyzję o wyborze tego środka transportu pozwoliły podjąć promocje jakie StenaLine miała na przeprawy promem (w jedną stronę kosztowało to mniej niż 200 zł razem z samochodem, pod warunkiem, że wypływało się z Niemiec) choć długo wahaliśmy się czy nie polecieć samolotem - wybór był ciężki, ceny przelotów były również bardzo atrakcyjne. Wygrał samochód także z uwagi na duże możliwości zwiedzania kraju przy tej opcji. Przygotowania przed podróżą objęły zatem nie tylko pakowanie walizek, ale zdobycie pogłębionej wiedzy o kraju z uwagi na sposób poruszania się po nim, i związane z tym wymogi znajomości prawa zwłaszcza drogowego. Zaopatrzeni w trochę gotówki, ubezpieczenia dla siebie i dla wozu, po pełnym przeglądzie tego ostatniego, bardzo już wiekowego staruszka, wyruszyliśmy w podróż. Pierwszym przystankiem na drodze był Berlin - bo jakże nie zatrzymać się w tym pięknym mieście, kiedy znajduje się ono na trasie.. Do samochodu dosiadły się dwie pasażerki w ramach przejazdów blablacar, co pozwoliło zminimalizować koszty przejazdu. Pierwszy dzień podróży minął na zwiedzaniu :)
To był mój pierwszy pobyt w stolicy naszego sąsiada, dlatego nalegałam aby spędzić tutaj minimum jeden dzień i zobaczyć miasto znane mi dotychczas z piosenek zespołu BigCyc czy książki "My dzieci z dworca ZOO", które jednak nie przedstawiały go w przyjaznym świetle. Muszę przyznać, że to co zobaczyłam na własne oczy całkowicie zmieniło moje spojrzenie na Berlin
Wyjątkowe wrażenie zrobiło na mnie zwłaszcza muzeum powstałe na resztkach Muru Berlińskiego, a w nim sposób opisu dochodzenia Hitlera do władzy, plakaty i zdjęcia, głęboka autorefleksja na temat tego co było..
Pobyt w Berlinie zakończył się wraz z zachodem słońca...
...czas już był aby jechać dalej, zdążyć na prom czekający na nas następnego dnia. Przed nami jeszcze długa droga, którą przebyć warto w spokoju i z lekkim zapasem czasowym z uwagi na możliwość niespodzianek (na przykład złapanie gumy). Tęsknym okiem pożegnałam więc Berlin i wróciłam za kierownicę. Podróż samochodem (dodajmy tutaj moim, gdyż jestem również pasjonatką podróży samochodowych, swoje samochody miewam, używam ich ile tylko można i jeżdżę nimi pokonując czasem jednorazowo ogromne ilości kilometrów), zwłaszcza dużym ma pewną bezkonkurencyjną w porównaniu do innych środków transportu zaletę. Otórz można zabrać praktycznie wszystko, przygotować się na każdą ewentualność i wyjmować z auta gadżety jak króliki z kapelusza. Jedną z założonych przez nas opcji było sypianie w namiocie jako że w Szwecji można zgodnie z prawem biwakować gdzie popadnie - czyli nie tylko na wyznaczonych do tego miejscach. W Niemczech nie jest z tym już tak łatwo, jednak noc zmusiła nas do kilku godzin snu na trasie. Rano byliśmy już w Sassnitz gotowi do przeprawy promem.
O tym jak było dalej opowiem w kolejnym poście..