Wyszukiwarka biletów lotniczych
- Polska firma
- 20 lat na rynku
- 1 mln klientów
- Korzystne okazje
Chiny moimi oczami - podróż pociągiem po Chinach
Podczas pobytu w Chinach, przejechałam pociągami blisko 2500 km. Pierwszą podróż odbyłam na liczącej 640 km trasie z Pekinu do Zhengzhou.
Na dworzec przyjechaliśmy wieczorem, gdy było już ciemno. Przewodniczka od razu narzuciła nam duże tempo, nie miałam więc okazji zobaczyć jak wyglada dworzec kolejowy z zewnątrz. Przed dworcem zdumiał mnie widok koczujących tam ludzi. Nie wiem dlaczego leżeli na jakiś płachtach i spali na ulicy. Zapewne tak właśnie oczekiwali na swój pociąg.
Aby wejść na dworzec zostaliśmy poddani kontroli paszportów, a bagaże nasze prześwietlono. Potem przejście przez bramkę, odprawa podobna jak na lotnisku. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że powtórzy się to za każdym razem, kiedy będziemy jechali pociągiem.
Po wejściu do dworcowej poczekalni zobaczyłam tłumy ludzi stojących lub leżących na ziemi - nie wygladało to zachęcająco. Na szczęście turyści zagraniczni mają oddzielne poczekalnie. Na pociąg czekaliśmy w przestronnym pomieszczeniu, z wieloma miejscami do siedzenia. Do swojej dyspozycji mieliśmy nieduży barek, w którym zaopatrywaliśmy się w napoje. Mieliśmy też dostęp do toalet, ale tego bym nie polecała. Z dwojga złego lepiej było skorzystać w pociągu. W tej dużej poczekalni siedziała tylko nasza 30 osobowa grupa. Chińczycy nie mieli tu wstępu.
W Chinach, pasażerowie wpuszczani są na peron dopiero wtedy, gdy zostanie zapowiedziany pociąg. Przed wyjściem z poczekalni każdy musiał okazać swój bilet. Stałam pod koniec 30 osobowej kolejki. Trochę to trwało, czasu było niewiele, więc ruszyliśmy biegiem z bagażami, żeby tylko zdążyć. Zbiegając po schodach na peron, byliśmy już otoczeni tłumem śpieszących się Chińczyków. Chyba tylko cudem nie pogubiliśmy się i wszystkim nam udało się zająć miejsca w pociągu. Od konduktora dostaliśmy miejscówki z numerem miejsca do leżenia.
Jechaliśmy w wagonach sypialnych, pierwszej klasy. Przedziały były 4 osobowe. Wszędzie na podłogach leżały dywaniki. W przedziale na stoliku stał wazonik ze sztucznymi kwiatkami, w oknach wisiały kolorowe firanki. Na każdym miejscu do leżenia czekała względnie czysta pościel. Całość wyglądała schludnie. Dla podróżnych, na podłodze czekały klapki z tworzywa sztucznego, pozamykane w oddzielnych foliowych woreczkach, co miało stwarzać pozory jednorazowego użytku. A, że tak nie było okazało się rano, kiedy obsługa pociągu przeszła po przedziałach i zebrała je zanim zrobili to pasażerowie.
Wagony drugiej klasy, w przeciwieństwie do klasy pierwszej nie posiadały przedziałów, a miejsca do leżenia usytuowane były po trzy, jedno nad drugim, a nie po dwa, jak to było w naszym wagonie.
Jazda pociągiem w Chinach to prawdziwa przyjemność. Pociąg rusza bardzo delikatnie, właściwie to nie czuje się, kiedy zaczyna swój bieg. Dopiero mijane obrazy za oknem uświadomiły mi, że już jedziemy. Przez całą drogę "jedzie łagodnie", nie czuje się wstrząsów i szarpania, ani jak to u nas bywa przejazdów przez zwrotnice. Pomimo tego, że pociąg jedzie bardzo szybko, pasażer czuje się w nim bezpiecznie.
Więcej można przeczytać na moim blogu mamutekinchina.pl