Wyszukiwarka biletów lotniczych
Niewidomy z Kamerunu
Ludzie z reguły mają dobre serca i siostra Fabiana bez wątpienia do nich należy. Ze swojego dobrego serca troszczy się o tych, którzy w życiu mają wyjątkowo pod górkę. O takich w Doume nie trudno, więc i siostra Fabiana jest cały czas zajęta. Dzięki miejscowym, wie, kto najpilniej potrzebuje pomocy. W swoim napiętym harmonogramie znajduje czas na odwiedziny i rozmowę. Niedawno, miałam szansę towarzyszyć jej w takiej wizytacji. Wyglądało to tak: razem z siostrą i dyrektorką prowadzonego przez siostrę Fabianę przedszkola poszłyśmy zobaczyć te domy w okolicy, które są w najgorszym stanie, a ich właściciele nie mogą zrobić remontu. Ja porobiłam trochę zdjęć, a w niedalekiej przyszłości siostra Fabiana postara się zorganizować im lepsze warunki mieszkaniowe.
A to właśnie siostra Fabiana i Vero z pewna liczna rodzina:
Poszłyśmy też odwiedzić pewnego niewidomego.
Ze względu na swój jeszcze ubogi francuski, nie poruszałam z papą Andrè górnolotnych tematów, tym bardziej, że ciężko było go zrozumieć. Jest to starszy pan - właściwie dziadeczek, ale za to z uśmiechem urwisa. Wiek wyrwał mu z tego uśmiechu kilka zębów, a poza tym zabrał mu także wzrok. Człowiek ten, gdy stracił wzrok mieszkał z żoną. Przez wiele lat opiekowała się nim, a ponoć nie było to łatwe zadanie, gdyż papa Andrè zdawał się bez przerwy stać na krawędzi życia. Tymczasem, los spłatał mu kolejną niemiłą niespodziankę. Gdy umarła jego żona został sam. Był to dla niego moment przełomowy także z innego względu. Znalazł w sobie siłę do dalszego życia.
W Doume, tak jak i chyba w całym Kamerunie, nie ma opieki społecznej, więc w czym sobie papa Andrè sam nie poradzi, muszą mu pomóc sąsiedzi. Na szczęście, żyje z nimi w zgodzie, a ci starają się ułatwiać mu życie.
Wspomniana już dyrektorka z przedszkola – Veronika, mówiła, że od czasu do czasu to ona przynosi niewidomemu obiady. Opowiadała, że może i on nie widzi, ale to nie znaczy, że w swojej pokorze utracił własne zdanie. Śmiejąc się, przytaczała reakcje niewidomego na to co mu przynosiła. Pewnego razu stwierdził, że nie chce już dostawać mięsa, że chciałby coś innego. Gdy przyniosiła mu ryby, zwracał uwagę na to, jak ubogie ma menu. Doprawdy, ten człowiek nie poddaje się swojemu trudnemu losowi niczym kukiełka, ale spiera się z nim, walczy i nigdy nie daje za wygraną. Nie ma nikogo bliskiego na świecie, a mimo to nie jest zamkniętym w sobie, zgryźliwym staruszkiem złorzeczącym wszystkim dookoła. Ciekawe jaki był, przed śmiercią żony i stratą wzroku. Odnoszę wrażenie, że jest to typ człowieka, którego nieszczęścia wręcz umacniają! Gdy na niego patrzyłam i słychałam Vero; przed oczami miałam jego myśli:
,Szanowny losie, uważasz, że zabrałeś mi wszystko, co pozwalało mi żyć. Cierpliwie czekasz, aż się poddam. Otóż pragnę cię poinformować, iż się nie doczekasz. Pozwól, że okażę ci odrobinę empatii i poczęstuję cię tą mdłą rybą. Smacznego i życzę miłego czekania na wieczność. Pozdrowienia, papa Andrè’
Nauczył się widzieć świat na nowo, na przykład pory dnia rozpoznaje po śpiewie ptaków. Umie funkcjonować przy pomocy tych zmysłów, które mu zostały i bynajmniej nie skarży się na to, jaki jest nieszczęśliwy. Komentarze względem kuchni Vero uznałabym raczej za jasność jego umysłu, niż za chęć odegrania się na innych za to co go spotkało. Papa Andrè jest człowiekiem inteligentnym. Rozróżnia te sfery życia, które trzeba pokornie zaakceptować od tych które należy sobie podporządkować. Uważam, że tak długo jak wypowiada swoje zdanie na tematy trywialne, a nie komentuje kwestii, które leżą poza jego zasięgiem, jest psychicznie zdrowy.
Jestem pełna podziwu zarówno dla niego, za tą siłę walki wobec kłód rzucanych mu pod nogi przez los jak i dla tych, którzy są z nim i wspierają go w tej walce. Całe szczęście, że szczerbaty uśmiech nie schodzi z tej twarzy pooranej przeszłością. Z pewnością to on przyciąga obcych, niczym latarnia morska do chatki niewidomego.
Parę dni po wizycie, siostra Fabiana wydrukowała jedno ze zdjęć, które zrobiłam papie Andre. Ja je zalaminowałam i oprawiłam w ramki. Ponoć był to najlepszy prezent, jaki papa Andre kiedykolwiek dostał. Oparł go o ścianę swojej izdebki, w której poza nim samym jest tylko łóżko i palenisko.