Wyszukiwarka biletów lotniczych
Na podróżowanie nigdy nie jest za późno
Nazywam się: Małgorzata Zulczyk, mieszkam w Bydgoszczy
O mnie: Jestem na emeryturze. Interesuję się turystyką i lubię fotografować. Opracowuję prezentacje multimedialne odwiedzanych miejsc. Na swoim blogu opisuję wspomnienia z wyjazdów w różne strony świata.
Blog: ZULA GEOBLOG
Co jest dla Pani najbardziej fascynujące w podróżowaniu?
Wielką pasją jest dla mnie przygotowanie do podróży. Fascynujące jest znalezienie lotu poniżej 30 zł do Londynu, Mediolanu czy Malmö; potem poznawanie miasta, jego planu i przygotowywanie trasy zwiedzania. Czytam w Internecie relacje innych turystów i notuję informacje, które mogą się okazać potrzebne podczas podróży. Pakuję się w malutką, podręczną walizkę, z myślą że za chwilę zobaczę inny kraj. Wspaniałe jest pokonanie samolotem w dwie godziny odległości, którą kiedyś przemierzałam pociągiem w piętnaście!
Które miejsce, spośród odwiedzonych, należy do Pani ulubionych?
Myślę, że nie mam jednego, ulubionego miejsca. Zachwyciły mnie Włochy: Rzym, Wenecja i Asyż, do którego chciałabym wrócić. Moje ulubione miejsca to także Francja i Paryż oraz Hiszpania i Toledo. Podróżuję przede wszystkim po Europie, choć były i dalekie wyprawy oraz wakacyjna Afryka.
Podczas podróży na pewno przeżyła Pani wiele niezapomnianych chwil. Które z nich szczególnie utkwiły w Pani pamięci?
W pamięci utkwiły mi dwie podróże. Pierwsza to dwutygodniowa wyprawa do USA w 1994 roku. Odwiedziłam Nowy Jork, wodospad Niagara, Chicago, Las Vegas, a następnie udałam się do Wielkiego Kanionu i dalej do Hollywood. To było spełnienie marzeń. Potem przepiękne San Francisco, San Diego, a w drodze powrotnej Kansas City, Waszyngton i ponownie Nowy Jork.
Przemieszczałyśmy się nocą linią autobusową Greyhound, a w dzień zwiedzałyśmy zaplanowane miejsca. Podróżowałam z koleżanką i do dzisiaj uważam tamtą wyprawę za wielki sukces 40-letnich wówczas kobiet. Wszystko udało się wyśmienicie, bez niespodzianek.
Druga to wycieczka po Skandynawii. W pamięci pozostały mi przepiękne widoki fiordów, a niezapomnianym przeżyciem był przejazd słynna drogą Trolli i Orłów. Polecam wszystkim, choć to przeżycie z domieszką emocji i strachu!

W swoich reportażach sięga Pani do zakamarków własnej pamięci, przybliżając czytelnikom tajniki podróżowania w czasach PRL...
Moje podróżowanie ograniczało się wówczas do czasu, którym dysponowałam w ramach urlopu wypoczynkowego. Obecnie bardzo młodzi ludzie wybierają się na dwu-, trzymiesięczne wyprawy, przemierzając tereny Azji, Australii i Nowej Zelandii czy Ameryki Południowej. Myślę, że to jest prawdziwa przygoda! W latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych byliśmy jako społeczeństwo zamknięci w granicach Polski. Mój pierwszy kontakt z Europą „zachodu” to wyjazd w 1973 roku do Budapesztu.
Młody turysta zapewne się uśmiechnie, ale trzeba pamiętać, że aby wyjechać z Polski konieczne było posiadanie tak zwanej „wkładki paszportowej” lub paszportu, na który oczekiwało się miesiącami. Obowiązkowa była książeczka walutowa. Dzisiaj wyjazd do Niemiec, Portugalii czy Holandii to kwestia znalezienia najkorzystniejszego lotu. Podróżowanie w „minionej epoce” było trudniejsze. Należało uzyskać wizę i posiadać na koncie pewną kwotę w dolarach.
Amerykańska waluta kosztowała około siedemdziesięciu złotych, a nasza miesięczna pensja stanowiła równowartość 20 dolarów! Przed wyjazdem do Hiszpanii czy Portugalii należało udowodnić w ambasadzie turystyczny cel wyjazdu, co bywało nie lada wyzwaniem. W czasie podróży nie nocowaliśmy w hotelach i nie jadaliśmy w restauracjach. Karimata, śpiwór i dworcowa poczekalnia to nasz wycieczkowy dom. Stołem była ławka na peronie, a posiłkiem puszka turystyczna i chleb z Polski. Na kolejny wyjazd należało oszczędzać przez kilka lat. Podróżowanie wymagało wiele wysiłku, a po powrocie nigdy nie mogłam uwierzyć, że udało mi się zobaczyć Monte Carlo, Porto, Sardynię lub Sycylię...

Jakie ma Pani plany na przyszłość?
Chciałabym ponownie odwiedzić miejsca, w których kiedyś byłam. Przed laty marzyłam o dwumiesięcznej wyprawie dookoła świata. Dzisiaj czytam relacje młodych podróżników i... jakby odkrywam świat z nimi. Chciałabym bardzo pojechać do Krakowa i Zakopanego. Może uda się zobaczyć ponownie Wrocław, a także wybrać się na spacer po Starym Mieście w Poznaniu czy Gdańsku. Polska jest pięknym krajem, który również ma swoje „perełki”. Dziękuję
