Najbardziej nieetyczne atrakcje świata. Po prostu tam nie jedź

Najbardziej nieetyczne atrakcje świata niestety wciąż przyciągają tłumy, chcemy to zmienić. Wielu z Was z zainteresowaniem przeczytało artykuł o zwierzętach, które najbardziej cierpią na turystyce.

Czytaj: Te zwierzęta najbardziej cierpią na turystyce. Co możesz robić? Nie korzystać (Top 7)

Niestety, nasza lista jest niepełna i nie sposób wymienić w jednym tekście wszystkich gatunków zwierząt, które cierpią, bo pozują do selfie z turystami albo są trzymane w pseudorezerwatach. Ale nie tylko zwierzęta są negatywnie dotknięte turystyką. Najbardziej nieetyczne atrakcje świata zbierają żniwo także wśród ludzi. Promujemy świadomą turystykę i chcielibyśmy uświadomić każdego, co tak naprawdę dzieje się po drugiej stronie. Oto niemoralne atrakcje, których należy unikać, bo po prostu wyrządzają krzywdę.

Ludzkie rezerwaty

kobieta z obręczami na szyi
Kobieta z plemienia Karen. Fot. Pxhere

Kilkanaście, czasami kilkadziesiąt metalowych pierścieni spoczywa wokół szyi kobiet plemienia Karen. Ważą kilka kilogramów, wbijają się w barki, nieodwracalnie deformują obojczyki, zmieniają głos. Noszące je kobiety nie musiałyby tego robić, gdyby nie pieniądze.

Można oglądać kobiety z plemienia Karen w Mjanmie (dawnej Birmie, skąd się wywodzą), czy też odłam, kobiety z plemienia Kayan (nazywanego Padaung, zaliczanego do Karenów) w chińskim Yunnanie i w Tajlandii przy granicy z Mjanmą. To tam znajduje się rezerwat zwany ludzkim zoo.

Tradycja plemienia Karen jest znana, a kobiety z obręczami na szyjach widział na jakimś zdjęciu prawie każdy podróżnik. Ale nie każdy widział je na żywo. Ten świadomy nigdy tam nie pojedzie. Bo wie, że członkowie plemienia Karen nie postępują tak ze względu na tradycję, a są zmuszani do jej kultywowania. Z biegiem lat prawda wyszła na jaw i okazało się, że kobiety Karen odchodziły od zwyczaju noszenia metalowych obręczy, zanim zrobiono z tego najbardziej nieetyczne atrakcje.

Wycieczki wysiadają w ich wiosce, pstrykają robiąc im zdjęcia. Najczęściej ludzie nie pytają o zgodę na fotografowanie, a członkowie plemienia wcale tego nie oczekują. Kobiety wdzięczą się do obiektywów, sprzedają czasem rękodzieło i przesiadują cały dzień jak żywe atrakcje. Mężczyźni przemykają gdzieś z tyłu, w końcu nie są tu ważni. Tradycyjne role społeczne i obowiązki się tu zatarły, ludzie nie są naturalni, w końcu żyją jak małpki w zoo. A rząd na nich zarabia.

Podobnie jest w Kenii w wiosce Masajów w parku narodowym Tsavo East. Turyści którzy skusili się na odwiedzenie tego miejsca mają mieszane uczucia. Tańce na pokaz, bez żadnej okazji, po prostu pod turystów, Masajowie „odbębniają” bo muszą. Przewodnik zaś skrzętnie omija drażliwe tematy jak te o okaleczaniu małych dziewczynek w Afryce, biedę, skrajny głód, czy kłusownictwo. Czy to co widać to prawda, czy szopka? Takie miejsca pozostawiają wiele dylematów. Nie jest to na pewno naturalne zetknięcie się z plemieniem. Wszystkie takie wioski odwiedzane za pieniądze są są miejscami wątpliwymi moralnie.

Zdjęcia ze zwierzętami

Kukangi to niewielkie ssaki z rodziny lorisowatych. Mają wyłupiaste oczy, długopalczaste łapki i wyglądają jak przestraszone pluszowe misie. Osoby namawiające do fotografowania się z nimi można spotkać m.in. na Phuket w Tajlandii. Widząc to nie powinniśmy podchodzić po zdjęcie, a zadzwonić na policję. Choć możemy Was uprzedzić, że policja i tak nie robi z tym zupełnie nic. Od lat.

Te piękne zwierzątka naprawdę są śmiertelnie przerażone. Są pod ścisłą ochroną, nie powinny zostać nigdy schwytane przez człowieka. Często przypłacają takie „zabawy” życiem, nie są w stanie wrócić do natury i poza tym nie jest im na to dawania szansa. Fotografowanie się z nimi jest przestępstwem. Ale na takie zbrodnie jest w Tajlandii ciche przyzwolenie.

Modne zabijanie dla selfie

I nie tylko tam. Nieetyczne atrakcje świata to bardzo często selfie z różnymi zwierzętami. W naszym poprzednim tekście pisaliśmy o kobrach i małpach na placu Jemma el-Fnaa w Marrakeszu w Maroku. Są torturami przymuszane do wykonywania sztuczek. Kobry z wyrwanymi zębami jadowymi w poczuciu zagrożenia wiją się jakby tańczyły, małpy wykonują sztuczki i robią fikołki z tak smutną cierpiącą miną, że powinno to wystarczyć za dowód jak są traktowane. W nocy zamykane są z powrotem w ciasnych klatkach i przywożone kolejnego dnia.

Przypominamy: Te zwierzęta najbardziej cierpią na turystyce. Co możesz robić? Nie korzystać (Top 7)

Pisaliśmy też o delfinie, który dostał się blisko brzegu na plaży Santa Teresita w Argentynie, a ludzie wyciągnęli go z wody i robili sobie z nim zdjęcia właściwie wyrywając go sobie. Zwierzę nie przeżyło.

Czytaj więcej: Zwierzęta giną, ludzie robią selfie

Podobne przypadki można mnożyć. Dla niektórych zwierzątek przytulanie jest okej (na przykład dla psów, niektórych alpak, czy kotów), więc powinno się ograniczyć do zdjęć tylko z nimi. Nie z leniwcami, które reagują na to stresem, którego nie potrafią wyrazić, nie z lwiątkami w pseudorezerwatach, gdzie turyści biorą je na ręce przekonani że lwiątka trafią kiedyś na wolność, a nie do końca jest to prawda…

Wizyty w slumsach

slumsy nieetyczne atrakcje
Żyjemy w czasach, w których bieda stała się atrakcją? Fot. Pixabay

Kiedyś biedy nie chciano oglądać, a raczej przed nią uciec. Podróżnicy w „dzikich” krajach szukali egzotyki, inności, nowości, ale nie biedy samej w sobie. Dziś bogaci turyści wykupujący wycieczki do slumsów w krajach afrykańskich czy też w Indiach, to zjawisko bardzo powszechne. W Delhi czy w Mumbaju szyldy reklamujące takie atrakcje wiszą w wielu miejscach. W Nairobi wycieczek do Kibery, niebezpiecznej dzielnicy slumsów, szukają ci najbardziej żądni wrażeń. Nie uważają, że to nieetyczne atrakcje.

Co takiego przyciąga do slumsów? Przepaść dzieląca zamożnych od ubogich, chęć zobaczenia innego człowieka jak w zoo, tragizm warunków jego życia? Gdyby jeszcze wycieczki do slumsów zmieniały je dzięki funduszom turystów, można by odnaleźć choć jeden plus. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca. Fundusze trafiają do organizatorów takich nieetycznych atrakcji.

I nic nie zmieni jednostkowa pomoc turysty przy okazji takiej wątpliwie przyjemnej wycieczki. „Nie postępuję niemoralnie, bo daję im pieniądze” to nie jest dobre tłumaczenie. Każde pieniądze dane żebrzącemu dziecku utrwalą podejście, że tak należy robić. Takie dzieci nie pójdą nigdy do pracy.

Pływanie z delfinami

delfin w delfinarium
Bawi Cię delfin wykonujący sztuczki w delfinarium? Też byś to robił, gdyby to była jedyna szansa na zdobycie jedzenia. Fot. Pixabay

Chcielibyśmy, byście inaczej spojrzeli na delfinaria. Być może po przeczytaniu kilku zdań, które mamy Wam do powiedzenia nigdy więcej do żadnego nie pójdziecie. Zrobicie dobrze, bo delfinaria to nieetyczne atrakcje.

Żaden delfin trzymany w delfinarium nie ma wystarczającej przestrzeni potrzebnej do prawidłowego funkcjonowania. Delfiny krążą w kółko, często uderzają głową w ściany zbyt ciasnego basenu pragnąc się z niego wydostać. Nie są to wiecznie zadowolone i uśmiechnięte zwierzątka, po prostu taki mają wyraz pyska.

Delfiny są głodzone, by potem przed publicznością wykonywać sztuczki w odpowiednim momencie. Karmienie odbywa się o nieregularnych porach, praktycznie tylko wtedy, kiedy są pokazy.

Selfie z delfinem? To popularna atrakcja, za którą delfiny także płacą stresem i zdrowiem. Często tępi im się zęby. Nie dba się też o ich infekcje skórne.

Świadomość ludzi rośnie. Od tego roku Thomas Cook, największe biuro podróży w Wielkiej Brytanii, zerwało współpracę z SeaWorld, wielką siecią amerykańskich wodnych parków rozrywki. 90 proc. ankietowanych klientów stwierdziło, że są to nieetyczne atrakcje i skarżyło się na złe traktowanie przetrzymywanych tam zwierząt morskich, w szczególności orek.

Nurkowanie z rekinami

nieetyczne atrakcje nurkowanie z rekinami
Nurkowanie z rekinami wcale nie jest tak neutralne dla środowiska jak niektórzy myślą. Fot. Kalanz, CC BY-SA 2.0

W wielu miejscach na świecie turyści płacą za możliwość nurkowania z rekinami. Gdzieniegdzie pływają z nimi swobodnie, na przykład na Filipinach z rekinami wielorybimi, a czasami w klatce. Różnica polega na tym, że rekin wielorybi żywi się planktonem, a niektóre gatunki takie jak żarłacz biały, mogą zaatakować człowieka. Zazwyczaj robią to, bo mylą go z foką, a podobno nawet nie lubią za bardzo ludzkiego mięsa. Ataki na ludzi są głównie winą człowieka.

U wybrzeży RPA nurkowania z rekinami w klatce są bardzo popularne, ale to nieetyczne atrakcje. By zwabić zwierzęta, organizujący takie wyprawy zanurzają w wodzie w pobliżu klatek kilogramy ociekającego krwią mięsa. Rekiny wyczuwają krew w wodzie na wiele kilometrów. Te praktyki zaburzyły ich naturalną migrację. W efekcie rekiny częściej pojawiają się u wybrzeży RPA i atakują ludzi, gdyż przyzwyczaiły się do dawanego im mięsa i szukają coraz intensywniej czegoś do zjedzenia w tym miejscu. Te wielkie ryby zagrażające wybrzeżom są zabijane, a bezsensowną spiralę nakręca człowiek, chcąc zarobić na rekinach jak najwięcej pieniędzy.

Już nie mówiąc o okrutnym zabijaniu przez ludzi od ok. 120 do nawet 200 mln rekinów rocznie, głównie dla zupy z płetwy rekina, podczas gdy te zwierzęta pozbawiają życia średnio kilkunastu osób rocznie, często przez pomyłkę. Rekiny to nie rybki hodowlane.

Przejażdżki na zwierzętach

kolorowy słoń w Indiach jako przykład na nieetyczne atrakcje
Jeżdżenie na słoniach to zbrodnia. Nie ma tu wyjątków. Fot. Shutterstock

Temat jest niemalże nie do wyczerpania. Nie wszystkie zwierzęta wożące turystów są źle traktowane. Na przykład w przypadku pokonywania Kirgistanu na wypożyczonych wcześniej koniach, trudno mówić o niemoralności turystów. Ale niestety kiedy liczy się pieniądz, zwierzę jest nieważne. Znacząca większość przypadków które znamy, to nieetyczne atrakcje opierające się na bardzo złym traktowaniu zwierząt.

Te zwierzęta cierpią

Słonie są jednymi z najbardziej pokrzywdzonych pod tym względem. Niemożliwa jest moralna przejażdżka na słoniu, chyba że jesteś fikcyjną Nel z W pustyni i w puszczy. Osiodłane słonie, czy to afrykańskie, czy indyjskie, ZAWSZE i bezwzględnie musiały cierpieć i być torturowane, by dać sobie włożyć siodło.

Ponownie odsyłamy po więcej tutaj: Te zwierzęta najbardziej cierpią na turystyce. Co możesz robić? Nie korzystać (Top 7)

Osiołki czy to w Andaluzji w Hiszpanii, czy na greckim Santorini czasami wykorzystywane są do przewożenia turystów, często noszą też ładunki ponad ich siły. Osioł to zwierzę juczne, ale nie oznacza to, że można go „zajechać”. Turyści donoszą o słaniających się osiołkach w wymienionych wcześniej miejscach. Zwierzęta stoją długo na słońcu i chwieją się na boki.

Wielbłądy w najbardziej popularnych turystycznie miejscach są wykorzystywane ponad swoje siły. Wtedy wierzgają, rzucają łbem, ryczą, plują na turystów, mają też przetartą skórę, często zainfekowaną. Można rozpoznać wielbłąda torturowanego przez beduina wmawiającego turystom, że to normalne i wszystko jest w porządku. Nie jest normalne i nic nie jest w porządku. To są już nieetyczne atrakcje.

Konie, oczywiście niektóre. Na przykład te, które wożą turystów na Morskie Oko i transportują leniwych wspinaczy do bazy pod Mount Everestem w ekstremalnych warunkach.

W niektórych miejscach niestety dopuszcza się jazdę na zebrach czy też na strusiach. Te dzikie zwierzęta nie są do tego absolutnie przystosowane. Powiedzcie nie!

Będzie bardzo kontrowersyjnie…

nocny klub go go w pattai w tajlandii
Walking Street w Pattai to bardzo kontrowersyjne miejsce. Fot. Weronika Skupin, Tanie Loty

Na koniec będzie bardzo ciężki temat. Nie mamy zamiaru sugerować, że ktoś z Was choćby zna kogoś, kto korzystał z takich „usług”, ale to tekst o najbardziej niemoralnych przypadkach zarabiania na turystach. Warto, by to, o czym chcemy napisać, znalazło się w tym zestawieniu. Po prostu dla szerszej wiedzy. Niektórzy nie są świadomi, do czego w stanie jest się posunąć człowiek. I to matka w stosunku do swojego dziecka…

Pattaya to miejsce w Tajlandii znane z głośnych dyskotek, krokodyla z rożna, klubów nocnych i Walking Street, czyli alei spacerowej wieczorem pełnej turystów. Nie jest żadną tajemnicą, że Pattaya zwana jest stolicą tajskiej seksturystyki. I o ile nic nikomu do tego, kto i po co tam przyjeżdża, i co robi z wynajętymi dorosłymi Tajkami do towarzystwa, o tyle jest też proceder przestępczy, o którym warto żebyście wiedzieli.

Jeśli na Walking Street zobaczycie błąkające się samopas tajskie dziecko, prawdopodobnie się nie zgubiło, tylko obserwują je ludzie chcący na nim zarobić i je sprzedać. Tak, w ten sposób, o którym myślicie. Sprawę opisywało wiele mediów na całym świecie, poruszały ją także duże organizacje humanitarne, a ostrzeżenia znalazły się nawet w niektórych przewodnikach.

25 tysięcy…

Szczerze mówiąc, myślałam że to już przeszłość, ale niestety widziałam ten proceder na własne oczy. Spacerując po Walking Street zauważyłam przy jednej z bocznych uliczek małą dziewczynkę, błąkającą się w pobliżu siedzącej przy murze kobiety, prawdopodobnie mamy. Miała na sobie różową koszulkę i spodenki, w raczej kiepskim stanie. Na oko czteroletnie dziecko było przez kobietę wyganiane w tłum gestem ręki. Podchodziło do mężczyzn, ciągnęło za kieszenie, przekręcało główkę, gdy mężczyzna zwrócił na nie uwagę.

Gdy i ja przypatrywałam się dziewczynce i podeszłam bliżej, kobieta chwyciła je za rękę, przygarnęła i posadziła na kolanach. Wystarczyło, że położyłam rękę na aparacie, kobieta uciekła z dzieckiem. Znalazłam policjanta, poszedł tam, zareagował, potwierdził, czego byłam świadkiem. Ale i tak szokiem jest, że do takich rzeczy dochodzi.

Zatrważające są dane, z których wynika że przypadki prostytucji dziecięcej są nadal obecne, zwłaszcza w bardzo ubogiej warstwie społecznej. Fundacja Human Help Network Foundation Thailand obliczyła, że jest ponad 25 tysięcy takich dzieci! Jeśli zboczeniec rzuci hasło z zapytaniem o kwiatki, oznacza to że szuka dziecięcej ofiary. Nie mieści się to w głowie i na drugi raz rozważyłabym, czy w ogóle jechać do Pattai.

Weronika Skupin
Weronika Skupin
Redaktor Tanie-Loty.com.pl i redaktor serwisu PolskaZachwyca.pl. Z pasją odkrywa i opisuje kolejne piękne miejsca na świecie i w Polsce. Częściej wybiera plecak, hostel i eskapady w nieznane miejsca, niż walizkę, hotel i zorganizowane wycieczki. Wieloletnia dziennikarka prasowa. Jest saunamistrzem i startuje w zawodach saunowych. Odpręża się czytając książki, w wolnych chwilach biega. Uwielbia gry planszowe.

Podobne artykuły

8 KOMENTARZE

  1. Bardzo cieszę się, że powstał ten artykuł. Cały czas podczas podróży widzę tysiące turystów, ktorzy nie zwracają uwagę na to czy dzieje się komuś krzywda. Najważniejsza jest ich rozrywka. Niestety czytając wiele blogów i przewodników turystycznych napotkamy fascynacje atrakcjami typu kąpanie słonia lub zdjęcie z małpką tylko za 5 $. Chyba w podróżowaniu chodzi o poznawanie i podziwianie piękna świata, a nie jego dewastację. Niektórym niestety chęć fejmu na instagramie przysłania prawdziwe cele i wartości jakimi powinien kierować się podróżnik.

  2. Obawiam się że nie jest to tak jednoznaczne jakbyśmy może chcieli, bo przecież nie trudno o argument że dzięki temu dzieci tych kobiet mają jedzenie. Świat tylko kolorowy nie będzie niestety.

  3. Bardzo dobry i ważny artykuł! Oby takich więcej. Oczywiście, jest to obszerny temat, tak jak przy kupowaniu ubrań z sieciówek; niejednokrotnie jest to walka o przeżycie, lepszy dolar tygodniowo czy zero dolarów, miska samego ryżu czy głód? Dopóki opinia publiczna nie zacznie naciskać na korporacje i fundacje, które powinny dawać ludziom narzędzia do zbudowania sobie godnego życia, nic się nie zmieni. To samo zresztą w przypadku rozrywek ze zwięrzetami; właśnie dzięki naciskom ludzi Trip Advisor usunął je z serwisu.

  4. Super artykuł polecam. A co do pedofilii i wypowiedzi Łukasza to uważasz że skoro nie masz co jesc to jest powód żeby swoje dziecko 4letnie poświęcić pedofilii?a nie lepiej wziąć się do porządnej pracy i zarabiać na siebie i dziecko? Poza tym zwierzęta bardzo cierpią w tym ośrodkach turystycznych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Obserwuj nas

423,089FaniLubię
26,940ObserwującyObserwuj
5,564ObserwującyObserwuj

Najnowsze