Treść strony

Wyszukiwarka biletów lotniczych

przelot złożony
1 pasażer
  • Dorośli od 18 lat-1+
  • Młodzież 12-18 lat-0+
  • Dzieci 2-12 lat-0+
  • Niemowlęta do 2 lat-0+
  • Wybierz
Szukaj
  • polska firma
  • 20 lat na rynku
  • 500 000 klientów
  • bezpieczne płatności
  • gwarancja najniższej ceny
Tanie loty. Szybko i wygodnie.

Treść główna

Ghana 2014 cz. IV - pierwsze dni wolontariatu

W środę nad ranem pojechaliśmy do szkoły w wiosce Pitiku, w której mieliśmy uczyć. Wioska jak z obrazka - z pozoru bezładnie porozrzucane domki, wszędzie mnóstwo śmieci. Ale głodnych ludzi się nie spotka- według statystyk odsetek niedożywionych ludzi w Bułgarii jest ponad 2 razy wyższy niż w Ghanie, na Łotwie około 20% wyższy. Tam taki problem faktycznie prawie nie istnieje. Na pytanie co jest największym problemem zdrowotno-społecznym w Ghanie jeden z koordynatorów, Frank, odpowiedział "nadciśnienie wśród seniorów". To nie jest to, co powiedziałyby mi media w Polsce, czy odpowiedział przeciętny Polak, któremu zadano to samo pytanie o warunki życia w Afryce :)

b2ap3_thumbnail_pitiku-2.JPG

b2ap3_thumbnail_pitiku1.JPG

b2ap3_thumbnail_pitiku-3.JPG

Dowiedzieliśmy się, że w każdą środę zajęcia zaczynają się tak zwanym "worship service", co oznacza po prostu wspólną modlitwę. Bardzo żywiołową zresztą. Jako wolontariusze- a więc w pewnym sensie goście honorowi- zostaliśmy posadzeni przed całą salą, byśmy mogli zobaczyć z bliska, jak coś takiego wygląda. Całość prowadził miejscowy pastor, wraz z kaznodziejami, nauczycielami i zespołem muzycznym. Ghana to bardzo religijny i wyraziście chrześcijański kraj, więc taka cotygodniowa forma rozpoczęcia zajęć była dla nich naturalna. Śpiewy i tańce trwały dość długo, moją uwagę przykuło bardzo różne zachowanie dzieci. Część z nich w międzyczasie rozmawiała między sobą nie przejmując się zbytnio modlitwą, inne uśmiechały się do nas, chwytały za ręce i próbowały pokazać swój taniec oraz talent wokalny z jak najlepszej strony, jeszcze inne zaś były tak przejęte całą ceremonią, że miało się wrażenie, jakby przeżywały swego rodzaju mistyczną ekstazę- przekrzykiwały pastora w jego modlitwach krzycząc głośno AMEN po niemal każdym jego słowie i tańczyły z widoczną i zdaje się szczerą ekscytacją.

Gdy modlitwa się skończyła, dzieci zaczęły wychodzić z sali, a my mieliśmy zorganizować im zajęcia. Dla mnie był to odrobinę stresujący moment, bo nie miałem pojęcia, co właściwie mamy teraz robić( do czego z czasem się przyzwyczaiłem, w Ghanie brak planu to standard). Jednak dzieci tam zachowują się inaczej niż w Polsce, więc po chwili pierwsze lody zostały przełamane, gdyż dzieci spontanicznie zaczęły do nas podbiegać, zabierać nam plecaki (były bardzo niechętne do oddawania ich, noszenie plecaka za Europejczykiem-tak nam się zdawało- musi być przez nich postrzegane jako pewien zaszczyt), rozmawiać z nami, wieszać się na szyi i przytulać. Muszę przyznać, że było to urocze i po chwili nie mieliśmy wątpliwości, że nauka w tej szkole będzie prawdziwą przyjemnością.

b2ap3_thumbnail_plecak.jpg

 Ponieważ to był dopiero pierwszy nasz dzień w tej szkole, a dzieci właśnie zdały egzaminy końcowe, nasi koordynatorzy nie nalegali byśmy prowadzili poważne zajęcia. Zamiast tego luźno pobawiliśmy się z dziećmi, pokazaliśmy im różne gry, porozmawialiśmy z nimi w miarę ich możliwości językowych i na krótki czas daliśmy im też telefony i aparaty do zabawy (co oczywiście było dla nich najciekawszą atrakcją)- i po około 2 godzinach odjechaliśmy, by wrócić ponownie w poniedziałek, przez kolejne dwa dni mieliśmy bowiem pomagać przy malowaniu szkoły.

W czwartek rano ruszyliśmy do pracy- okazało się, że do pomalowania mieliśmy jedynie mur stanowiący ogrodzenie przedszkola w okolicy.  Cała praca była żmudna, ponieważ mur był chropowaty, a przed pomalowaniem trzeba było zdzierać z niego mech, co- gdybyśmy robili to starannie i z dużą dokładnością-musiałoby zająć nam wieki. Ponieważ jednak przy robieniu tego typu prac w Ghanie obowiązuje daleko posunięta zasada "mniej-więcej", cała grupa około 12 osobowa uwinęła się z robotą w ciągu 2-3 godzin w czwartek i tej samej ilości czasu w piątek. Dzieci z przedszkola też miały już wakacje, jednak chętnie przychodziły, by popatrzeć na pracujących białych i porozpraszać nas propozycjami zabaw i różnymi piosenkami :) Plac zabaw w przedszkolu (a w zasadzie- po prostu karuzela) wyraźnie miał już pierwszą młodość za sobą, jednak dzieci dalej czerpały z niego dużo satysfakcji.

b2ap3_thumbnail_mur.jpg

b2ap3_thumbnail_mur2.jpg

b2ap3_thumbnail_mur3-1.JPG

b2ap3_thumbnail_mur3-2.JPG

b2ap3_thumbnail_mur3-3.JPG

b2ap3_thumbnail_mur3-z-dzieckiem.jpg

W piątek po południu ruszyliśmy na pierwszą dalszą wycieczkę - tego samego dnia mieliśmy dotrzeć nad jezioro Bosomtwe, do zarezerwowanego hotelu. Następnego dnia od rana mieliśmy zwiedzać Kumasi, drugie po Akrze najważniejsze miasto kraju - lecz nikt jeszcze nie wiedział, co konkretnie chcemy tam zobaczyć :) Wszyscy byliśmy jednak dobrej myśli.