Wyszukiwarka biletów lotniczych

przelot złożony
1 pasażer
  • Dorośli od 18 lat-1+
  • Młodzież 12-18 lat-0+
  • Dzieci 2-12 lat-0+
  • Niemowlęta do 2 lat-0+
  • Wybierz
Szukaj
  • polska firma
  • 20 lat na rynku
  • 500 000 klientów
  • bezpieczne płatności
  • gwarancja najniższej ceny
Wszystkie linie lotnicze. Rezerwuj wygodnie.

Na podbój korony Madery

Na podbój korony Madery

Specyficzne ukształtowanie powierzchni Madery zdecydowanie odróżnia ją od większości typowych, urlopowych wysp. Tutaj nie ma kilometrowych plaż mieniących się blaskiem złotego piasku, łagodnego spadku dna czy gęstego lasu palm chroniącego od słońca. Ba, ciężko o jakiekolwiek bezpiecznie zejście do oceanu, a te sporadycznie napotkane skutecznie odstraszają tonami ciemnych kamieni. Także pogoda zaznacza się zgoła odmiennie w nisko położonych przybrzeżnych miasteczkach, na klifach sięgające kilkuset metrów, w dolinach otoczonych imponującymi górami i na samych szczytach, wyłaniających się spod płaszcza chmur w centralnej części tego niewielkiego skrawka lądu.

Miejsc, które przyciągają swoją nietuzinkowością jest tam bez wątpienia wiele. Każde z nich ma w sobie pewną historię, która nie pozwala zasnąć bez jej poznania. Tak przyciągają góry, wypiętrzone wskutek postępujących erupcji, jako że Madera to w rzeczywistości najzwyklejszy wulkan. Sięga on aż 1862 m n.p.m w postaci Pico Ruivo, a tuż niedaleko kuszą równie wyniosłe Pico das Torres (1851) i Pico de Areeiro (1818).

Górską wędrówkę na wyspie zaczynam od miejscowości Encumeada, położonej w samym jej sercu, niecałe 2 godziny drogi autobusem od Funchal. Stąd do celu pozostaje blisko 12 km, jednakże największe wyzwanie stanowi nie sam dystans, a 800-metrowe przewyższenie i tysiące stromych śliskich schodów. Klimat, który tutaj zastaję w niczym nie przypomina tego z portów. Podczas, gdy tam zwykle świeci słońce a niebo raczy błękitem, w wyższych partiach nieustannie zalegają gęste chmury i daje się we znaki wilgoć. Jest szaro, deszczowo, mgliście, wietrznie, bezgłośnie.

Z każdym kolejnym krokiem i metrem w górę pogłębia się zmęczenie i zwątpienie w doświadczenie widoków, o których mówi się w mieście. Nikła przejrzystość powietrza utrzymuje się na stałym poziomie, a w okolicy nie ma żywej duszy, co jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałem niezbyt dobry dzień na wędrówkę. W dodatku marsz zabiera więcej czasu niż zakładałem, posuwam się zaledwie o 3km w ciągu godziny, co jest wynikiem co najmniej rozczarowującym. Nie zakładałem jednak, że trzy czwarte trasy stanowić będą 20-30-centymetrowe schody, na których chwila rozkojarzenia mogłaby się skończyć jakąś kontuzją.

Tymczasem, niezliczony już raz Madera zaskakuje w mojej podróży. Znużony nieustanną wspinaniem, nawet nie zauważyłem jak zacząłem przebijać chmury by mniej więcej 1500-1600 m n.p.m. stać już pomiędzy słońcem a ich podstawą. Moim oczom ukazały się pojedyncze wierzchołki i ich całe łańcuchy otoczone śmiertelnymi urwiskami. Wiatr w porywającym tempie przesłaniał raz jedną raz drugą stronę świata zmieniając przy tym krajobraz doszczętnie. W promieniach słońca pozostało już tylko kilka kilometrów na najwyższy szczyt.

W końcu, mniej więcej o 13:00 osiągam Pico Ruivo, gdzie spotykam zaledwie dwie pary turystów, a ku mojemu zaskoczeniu jedna pochodzi z Katowic. Nawet na tak odległej ziemi, w taki niedostępnym miejscu natykam się na rodaków. A tych na całej Maderze jest również całkiem sporo. Po krótkiej wymianie spostrzeżeń i informacji o przebytych szlakach ruszam dalej na wschód. Jak mnie zapewniono, przede mną 4-5 kilometrów, na które daję sobie maksimum 120 minut.

Ta droga jest kompletnie inna. Wąskie ścieżki tuż nad przepaścią, ekstremalne wysokości i wszędzie osadzone prowizoryczne barierki, które raczej pełnią funkcję podporową niż rzeczywiście poprawiają bezpieczeństwo. Długie na kilkadziesiąt metrów, ciemne i ociekające wodą tunele przeszywające skały. Fakt, że mniej schodów i wilgotność jakby dużo niższa, za to wysiłek wzmaga się znacznie przez zejścia bez przerwy przeplatane wejściami. Jest jeden wielki plus tego wszystkiego. To co dookoła, uwiecznione na zdjęciach nawet w połowie nie jest odzwierciedleniem rzeczywistości.

Ostatni odcinek przed Pico de Areeiro wygląda nie mniej widowiskowo niż to czego doświadczyłem dotąd. Na brunatnym podłożu, konsekwentnie ułożona kamienista ścieżka jednoznacznie wskazuje cel podróży. Wokół jedynie zbocza, a nad nimi biel obłoków. W oddali kilka szczytów, ale tylko te najbliższe, inne są zbyt niskie by dały się wyeksponować. Plan wykonany, zdobyłem koronę Madery.


IINFO: Zapraszam na stronę www.dudeenroute.wordpress.com i facebook.com/dudeenroute, gdzie publikuję podróżnicze treści, relacje i znalezione okazje.

Nawigacja dodatkowa