Archiwum dla kategorii Konkurs literacki

Oficjalne wyniki konkursu literackiego „Spotkania w drodze”

piątek, 5 Luty 2010

Właśnie wybiła godzina 12.00 – głosy oddane na poszczególne teksty na Tablicy na Facebooku po tym terminie nie będą już brane pod uwagę. Zgodnie z regulaminem konkursowym zwycięzca otrzymuje zestaw dziesięciu książek z cyklu „Inna Europa. Inna literatura”, a pozostali finaliści po dwie inne pozycje książkowe Wydawnictwa Czarne, które było sponsorem nagród.

Oficjalne wyniki konkursu:

1. „Misza, Grisza i Anton ukradli patefon” Autor: Karol Fryta - ilość głosów: 27

2. „Truskawkowe Chiny” Autorka: Martyna Górska - ilość głosów: 16

3.“W chińskiej paszczy kapitalizmu – Hong Kong” Autorka: Luiza Poreda - ilość głosów: 13

4. “Wenezuela – koszmar jednego wyjazdu…” Autorka: Anna Wierzbicka – ilość głosów: 11

5.“Jak na zachód Europy pojechaliśmy” Autorka: Kinga Suwała – ilość głosów: 4

6. “O niczym” Autor: Marcin Makowski – ilość głosów: 2

Zwycięzców prosimy o wysłanie adresów korespondencyjnych na maila konkurs@tanie-loty.com.pl


Gratulujemy  i zapraszamy do udziału w kolejnych konkursach organizowanych na Facebooku

Konkurs „Spotkania w drodze” – tekst szósty

środa, 3 Luty 2010

„W chińskiej paszczy kapitalizmu – Hong Kong”

Autorka: Luiza Poreda
Moment przekraczania granicy między Chinami a Hong Kongiem jest momentem fascynującym. Nawet Szanghaj, z którego przyjechałam pociągiem do Shenzen, leżącego na granicy, nie daje takiej obietnicy nowoczesności, futuryzmu i wielkomiejskiego zgiełku. Miałam świadomość, że to będzie coś niezwykłego, bardziej niż Londyn czy Nowy Jork. Hong Kong był dla mnie synonimem nowoczesności.

Aby zaoszczędzić nieco grosza, warto pojechać pociągiem nie prosto do Hong Kongu, lecz do granicy, do Shenzen. Pociąg taki wychodzi sporo taniej, odprawa paszportowa jest bardzo szybka (no chyba że urządzenia badawcze zamontowane gdzieś po drodze wyczują, że masz gorączkę, która być może wywołana jest ptasią grypą) a tuż za bramką graniczną czeka już stacja szybkiej kolejki. Stąd dojazd do serca Kowloonu trwa 30 minut, a na wyspę Hong Kong – 35.
Ktoś, kto szuka taniego noclegu w HK ma do wyboru dwa miejsca – Chungking Mansion lub Mirandor Mansion, dwa sąsiadujące ze sobą, 15-piętrowe molochy, na których prawie każdym piętrze znajduje się jakiś hostel, prywatna kwatera, kafejka internetowa, jadłodajnia, krawiec i spore stadko karaluchów. Kiedy spojrzeć na wewnętrzne podwórko budynku, widok okazuje się być powalający – jest to plątawisko rur, suszącej się bielizny, kurzu, brudu, jakichś szmat i nie wiem czego jeszcze. Futuryzm rodem z Blade Runnera, lepszego porównania nie mam. Mimo, że najtańsze, miejsce to oferuje noclegi za minimum 80 HK dolarów (ok. 30 zł) za łóżko w wieloosobowej sali, z łazienką wielkości toalety na wąziutkim korytarzu. Warto wspomnieć, że tak liczne hostele powstały w małych chińskich mieszkankach…Co ciekawe, w każdym budynku są dwie windy – jedna jedzie na piętra parzyste, a druga na nieparzyste. Przed obiema o każdej porze dnia ustawia się długa kolejka, i czasem trzeba czekać nawet 20 minut, żeby dostać się na swoje piętro. O północy winda jest już nieczynna i trzeba szukać windy alternatywnej ukrytej z tyłu budynku.

Czytaj calość »

Konkurs „Spotkania w drodze” – tekst piąty

środa, 3 Luty 2010

„Jak na zachód Europy pojechaliśmy”

Autorka: Kinga Suwała

Stopem do Hiszpanii wybieraliśmy się już od jakiegoś czasu. Nie byliśmy nowicjuszami w tego rodzaju podróżowaniu po Europie wszak udało nam się przecież zdobyć Pragę i Wiedeń w trzy dni licząc powrót. Francja też nie miała dla nas tajemnic, chociaż dwa dni spędzone w Dunkierce na parkingu dla tirów, czekając na jakikolwiek transport do Paryża nie przyniosły zbyt wielu przygód. No może nie licząc nocy spędzonej na łyżce (a raczej łysze) od spychacza, w którymś z tirów przy dźwiękach ledwo słyszalnego z mp3 T.Love. Noc to bezsenna była, bo przypomnieliśmy sobie historię o hienach parkingowych, czekających tylko aż kierowcy zasną, żeby porozcinać plandeki i zrabować przewożony towar, niekiedy nawet posuwając się do rozpylenia gazu usypiającego do kabiny kierowcy, czy nawet dźgnięcia nożem!
Bogatsi o nowe doświadczenia i żądni kolejnych wyruszyliśmy do Hiszpanii. Podróżniczy skład był zawsze ten sam- ja, współlokatorka Ewa i kumpel Paweł. Ekwipunek- plecaki, śpiwory, karimaty i namiot (podróż miała być jak najmniejszym kosztem, więc hotele nie wchodziły w grę). Cel podróży- Malaga, tam mieszkał mój znajomy, a ja obiecałam, że go odwiedzimy. Gdzieś w głębi duszy marzyło nam się Maroko. Poza tym konkretnych planów nie było, mieliśmy zamiar dać się ponieść wiatrowi. Najważniejsze było szybko dotrzeć do Hiszpanii. I rzeczywiście udało nam się to w tempie ekspresowym, bo już trzeciego dnia przywitała nas La Jonquera. A przebyć tak długą drogę, w  dodatku w trzy osoby autostopem, to nie lada wyczyn. Ciężko jednak było podróżować tak cały czas i w Hiszpanii już musieliśmy się rozdzielić. My we dwie razem i Paweł osobno. Pomimo, że trochę już stopem zjeździłyśmy, nie odważyłybyśmy się z Ewą rozdzielić. We dwie jest zawsze raźniej,a samotnie podróżująca dziewczyna to niekoniecznie najbezpieczniejsze rozwiązanie. Znakomicie nam szło, ale już pod Tarragoną musiałyśmy wysiąść. Znalazłyśmy się w urokliwej osadzie L’Hospitalet de L’Infant i tam oczekiwałyśmy Pawła. Biedaczek utknął gdzieś około 100 km od nas i nie mógł się wydostać. Miasteczko, czy raczej wioska, było ciche i przyjemne. Z jednej strony góry z drugiej morze do wyboru. Nie było tu zbyt wielu turystów, być może dlatego, że nazwa jest trudna do wymówienia i ciężko jest zamówić wycieczkę do takiej miejscowości. Che che. Po małym rekonesansie okolicy okazało się, że dwudniowy postój mają tam dwaj polscy tirowcy, z którymi, czekając na Pawła, spędzałyśmy czas. Byli na tyle uprzejmi, że widząc nasze jedzeniowe zapasy zaprosili nas na obiad.

Czytaj calość »

Konkurs „Spotkania w drodze” – tekst czwarty

środa, 3 Luty 2010

„O niczym”

Autor: Marcin Makowski

Ogorzała od słońca twarz kobiety, stojącej przy stole zajmowanym przez całą rodzinę, nie przejawiała żadnych emocji. Ci ludzie, z obojętnymi minami, przyglądali się jak dwóch młodych mężczyzn próbuje porozumieć się z ich czterdziestosiedmioletnią ciotką:
- Nu am producă palinki. oprit productia de ani în urmă – powtórzyła po raz kolejny, jednakże na twarzach obcokrajowców malował się jedynie autentyczny żal połączony z niedowierzaniem. Te emocje rysowały się na ich twarzach od momentu, w którym zobaczyli odmowny ruch głową w odpowiedzi na wyraźnie wypowiedziane ‘Palinka di casa’  akcentowane na ostatnia sylabę co miało sugerować pytanie. Opierając się na przebiegu rozmowy można było wysnuć wniosek , że te trzy słowa to jedyne, które potrafią wymówić poprawnie, mimo to najwyraźniej nie zamierzali się poddawać. Z gardła wyższego wydobywały się niezrozumiałe dźwięki, drugi z nich z korzystając z piętnastu znanych mu rumuńskich słów, wypowiadanych z akcentem podobnym do francuskiego i gwałtownej  gestykulacji próbował zadać kolejne pytanie. Mijały kolejne minuty, siedzący przy stole nudzili się tak samo jak przed chwilą, kobieta co chwilę rozkładała szeroko ręce starając się pokazać, że nic nie rozumie i nie wie jak im pomóc. Mężczyźni nie wiedzieli, czy to smutny wyraz ich twarzy czy też determinacja ocierająca się o nachalność w podejmowaniu kolejnych prób skłoniło kobietę do  udzielenia im pomocy.

Czytaj calość »

Konkurs „Spotkania w drodze” – tekst trzeci

środa, 3 Luty 2010

„Truskawkowe Chiny”

Autorka: Martyna Górska

Szanghaj
Między lotniskiem w Szanghaju, a miastem funkcjonuje częściowo najszybsza na świecie magnetyczna kolejka MAGLEV. Rozwija ona prędkość 431 km/h i swoją trasę pokonuje w około 11 minut. Niesamowite uczucie jest, gdy w pewnym momencie mijamy się z drugą kolejka jadącą na nas w przeciwnym kierunku. Po dotarciu do miasta od razu rzuca się w oczy ogromna wieża TV, najwyższa w Azji (468metrów), a trzecia na świecie. Można wjechać windą na górę i spojrzeć na miasto z tarasu widokowego, niestety często jest duża mgła i nie widać kompletnie nic :)
Skoro nic nie zobaczyliśmy, a chcemy poprawić sobie humor, to możemy oddać się gorączce zakupów na Nanjing Road, głównej ulicy handlowej miasta (warto się targować!). Stamtąd już niedaleko do miejsca, gdzie organizowane są wyścigi Formuła 1, gdzie polski kierowca rajdowy Robert Kubica będzie startował na zawodach w październiku. Co interesujące, można nawet za pewną „okrągłą sumkę” pojeździć samochodem rajdowym na tamtejszym torze wyścigowym. Problem w tym, że, aby sobie na to pozwolić trzeba by posiadać fundusze samego prezydenta USA….a do tego czasu aż staniemy się jakimkolwiek prezydentem, możemy zwiedzić sobie „wioskę mistrzowską”, czyli miejsce gdzie przebywają wszyscy zawodnicy i ich trenerzy.
Następnego dnia zainteresowałam się tamtejszym życiem kulturalnym i skierowałam swoje kroki do Szanghajskiego Muzeum ze znakomitą kolekcją obrazującą rozwój sztuki w Chinach na przestrzeni dziejów. Muzeum jest ogromne, więc polecam je głównie zagorzałym wielbicielom sztuki chińskiej. Osobiście zainteresowała mnie jedynie wystawa związana z ceramiką.
W dalszym ciągu zainteresowana kulturą, zwiedziłam następnie Świątynie Nefrytowego Buddy, jedną z niewielu świątyń buddyjskich w mieście. Wchodząc do niej trzeba uważać na bardzo wysokie progi (są po to, żeby złe duchy nie miały tam wstępu). Można kupić coś na kształt naszych kadzidełek i trzy razy skłonić się w każdą stronę świata z wyciągniętymi rękami i kadzidełkiem wzniesionym do góry, wtedy nasze życzenie powinno się spełnić. Można też, tak jak chińscy licealiści z życzeniem zdania matury, zawieszać czerwone wstążki na drzewach rosnących przy świątyni. Jak też zdążyłam zauważyć, przydatna okaże się nam jakakolwiek moneta, którą stawiamy na krawędzi pod „Happy Budda” i czekamy na to czy upadnie. Jedynie, gdy nie drgnie i nie przekręci się na płasko nasze życzenie ma szanse się spełnić. Radzę, więc przygotować sobie wpierw długą listę życzeń i próbować na wszelkie sposoby, a nuż któreś się spełni. Mi na razie udało się z jednym :)
Wychodząc z tego magicznego miejsca trafiamy na Stare Miasto, gdzie można sobie zafundować spacer uliczkami przypominającymi cesarskie Chiny. Zupełnie jak z filmu „Malowany welon” reż. John Curran. Co od razu rzuca się w oczy, to niesamowita ilość ludzi, jest ich nawet więcej niż na ulicach Nowego Jorku!

Czytaj calość »

Konkurs „Spotkania w drodze” – tekst drugi

środa, 3 Luty 2010

„Wenezuela – koszmar jednego wyjazdu…”

Autorka: Anna Wierzbicka

Kiedy wróciłam do domu stałam długo przed lustrem w łazience. Uśmiechałam się do siebie i byłam z siebie dumna, że przeżyłam i jakoś dotrwałam do końca tych wakacji…

Spakowani i szczęśliwi wsiedliśmy do taksówki, która podjechała pod nasz blok na warszawskim Natolinie. Lotnisko im. Fryderyka Chopina. Nie jestem w stanie nadziwić się startującym i lądującym samolotom i mimo iż znam prawa fizyki to jednak unoszące się tony żelaza zawsze wywierały na mnie ogromne wrażenie. Lotnisko im. Charlesa de Golla. Czerwone policzki od biegu, szybki oddech, załzawione oczy – objawy przesiadki między jednym a drugim samolotem ustąpiły dopiero po kilku minutach od startu. Lecę do Wenezueli na moje wymarzone wakacje…

Lotnisko im. Simona Bolivara. Stoję przed taśmą wypluwającą bagaże. Czekamy podekscytowani – zaraz wyjdziemy i zaczniemy eksplorować wyspy, dżunglę, góry… Czekam zniecierpliwiona – dlaczego mój bagaż nie wyjeżdża? Taśma zatrzymała się, nawet nie zauważyłam, że już wszyscy sobie poszli. Hmm… Niezły początek? Później było już tylko gorzej… :)

Jak przetrwać dwa tygodnie bez ubrań, sprzętu, kosmetyków w obcym kraju na drugim końcu świata. To bardzo proste, pod warunkiem, że zajmie się umysł innymi problemami.

Czytaj calość »

Konkurs „Spotkania w drodze” – tekst pierwszy

środa, 3 Luty 2010

„Misza, Grisza i Anton ukradli patefon”

Autor: Karol Fryta

- Nie podoba ci się? Zobacz, piękna – mówi do mnie Andriej, prezentując uroczą długowłosą blondynkę, łapiąc ją przy tym w talii. – Nie jest zamężna, mógłbyś się z nią ożenić. Anna uśmiechnij się! Odwróć się!
Anna obraca się wokół własnej osi. Ma czerwone buty, zrobione z cienkich, czerwonych rzemyków. W zasadzie cała jest teraz czerwona, bo i elementy na sukience krwiste no i płonie ze wstydu jak piwonia. Andriej okręca ją i okręca. Wbijam wzrok w podłogę.
Rechoczą wszyscy tak, że drzwi wyjęte z framugi, które służą nam za stół, zaczynają się trząść i z kieliszków ulewa się ciepła wódka. Po nierównej powierzchni turla się kiełbasa i pomidory. Mało nie zwymiotuję, bo tak jestem pijany, ale bąkam patrząc na spłoszoną dziewczynę:
- No piękna, piękna.
Jestem od kilku godzin we Lwowie i próbuję poznać miasto. Patrząc na puste butelki po wódce, zerkając nad szyjkami flaszek, uzmysławiam sobie, że chyba zacząłem od końca te ukraińskie eksploracje i mogę nic nie zapamiętać a Lwów dalej będzie dla mnie mglistym pojęciem. W dodatku jest czternasta i to też wzbudza we mnie poczucie winy. Pijany o tej porze?

Czytaj calość »

Konkurs „Spotkania w drodze” – skrócony regulamin

piątek, 15 Styczeń 2010

Konkurs na najlepszy reportaż podróżniczy pt. „Spotkania w drodze”

Przeżyłeś niesamowitą przygodę podczas podróży i chciałbyś ją opisać? Masz lekkie pióro? A może piszesz bloga? Weź udział w nowym konkursie Tanich Lotów na najlepszy reportaż podróżniczy. Do wygrania wspaniała seria wydawnicza „Inna Europa, inna literatura” i wiele innych publikacji wydawnictwa Czarne.

TERMIN NADSYŁANIA PRAC – 3 lutego 2010

Konkurs trwa do 5 lutego 2010

Zasady ogólne:

- udział w konkursie mogą wziąć tylko fani serwisu Tanie-Loty.com.pl na Facebooku,

- aby zgłosić swój udział w konkursie wyślij tekst reportażu własnego autorstwa (ewentualnie link to konkretnego tekstu na Twoim blogu) na adres konkurs@tanie-loty.com.pl do 3.02.2010,

- konkurs nagradza najciekawsze teksty relacji z odbytej przez uczestników podróży,

- każdy uczestnik może zgłosić tylko 1 pracę (maksymalna długość tekstu wynosi 20 000 znaków).

Konkurs ma 2 etapy:

1) eliminacyjny – redakcja dokonuje selekcji 6 najlepszych prac,

2) finałowy – najlepszy reportaż zostanie wybrany na podstawie głosów fanów Tanich  Lotów na Facebooku (każde oznaczenie „Lubię to” = 1 głos),

- do wygrania: książki z serii wydawniczej „Inna Europa, inna literatura” wydawnictwa Czarne i wyróżnienia w formie innych książek tego wydawnictwa,

- wszyscy uczestnicy drugiego etapu zostaną nagrodzeni,

- lista laureatów zostanie opublikowana na profilu Tanie Loty na Facebooku wraz z linkiem do Bloga Lotnika Podróżnika, na którym pojawią się pełne wersje nagrodzonych prac,

- udział w konkursie jest równoznaczny z akceptacją regulaminu konkursowego dostępnego pod adresem Konkurs na Facebooku,

- Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Czarne.

konkurs-czarne

Featuring Recent Posts Wordpress Widget development by YD